Jak nie grzeszyć podczas akceleracji? 5 głównych występków startupów

Dodane: 30.11.2021

Przemysław Zieliński

Udostępnij:

Wzorcowa przebyta akceleracja może stanowić dla startupu niebiańską przyszłość. I mimo że poszczególne edycje takich programów wsparcia zwyczajowo trwają pół roku, to okazji do występków jest niemało. Jakich grzechów startupy powinny unikać?
Potwierdzenie o dostaniu się do programu akceleracyjnego to dla przeważającej większości startupów dobra nowina. Oto bowiem urzeczywistnia się możliwość otrzymywania regularnego dofinansowania, skorzystania z darmowych warsztatów czy programów szkoleniowych, wsparcia w obszarze promocji, a także nawiązanie kontaktów i pokazanie się dużym firmom, swoim potencjalnym przyszłym klientom. Nic jednak nie jest dane za darmo. Przystępujące do akceleracji, startupy podpisują umowę, w której zdefiniowane są ich zobowiązania. Nasz przegląd akceleracyjnych występków rozpoczniemy właśnie od kwestii formalnych.

1. Podpisanych umów będziesz dotrzymywać

Dla wyznawców poszczególnych religii istnieją prawa, artefakty, przepisy o szczególnym, niepodważalnym i nienaruszalnym charakterze. Są i dyskutować z nimi nie można. Dla zespołu realizującego program akceleracyjny takim dokumentem jest umowa podpisywana ze startupem. W niej zawarte są tak fundamentalne treści jak terminy dostarczenia kamieni milowych (czyli etapy dostarczenia kolejnych faz produktu, usługi czy technologii), wypłat, zaangażowania czy kwestii wizerunkowych. Wszystko powinno być wyłożone w jak najprostszej formie, aby zrozumienie zapisów nie przysporzyło trudności.

Potwierdzeniem na zrozumienie umowy jest podpis złożony przez zarząd startupu. To tym samym deklaracja, że jest się gotowym do wywiązania się z obowiązków. Ale warto mieć świadomość nie tylko w kwestii samych zapisów, lecz także ich znaczenia dla operatora programu. Nie warto w temacie umowy kombinować, dyskutować, negocjować. Chyba że ma się naprawdę silne argumenty.

2. Nie będziesz programu akceleracyjnego lekceważyć

Aby akceleracja przyniosła rzeczywistą poprawę, musi ona opierać się o przemyślany program wsparcia startupów. Często to właśnie kusząca obietnica rozbudowanej, wielowymiarowej pomocy stanowi najsilniejszą dla startupów zachętę do aplikowania. Najczęściej w skład programu wchodzą warsztaty, szkolenia, mentoring.

Zdarza się, że startupy lekceważą tę część akceleracji. Nie uczestniczą w warsztatach, wymigując się od przyjazdu lub odwołując swoją obecność w ostatniej chwili. Ich wymówką najczęściej jest to, że „oni to już widzieli, oni to już znają, oni to wiedzą lepiej”. Takim zachowaniem szkodzą sobie podwójnie. Raz, że prezentują się jako mało wiarygodni czy profesjonalni partnerzy. Dwa, że sami siebie pozbawiają możliwości zdobycia wiedzy bądź nowych umiejętności.

3. Nie będziesz partnera na próbę wystawiał

Część programów akceleracyjnych daje startupom możliwość realnej współpracy z potencjalnymi odbiorcami technologii. Oznacza to, że w trakcie akceleracji młoda spółka zyskuje nieosiągalną wcześniej okazję, by razem z doświadczonymi ludźmi dopieścić swoje rozwiązanie i uczynić je jeszcze bardziej atrakcyjnym dla rynku.

Współpraca z dużymi firmami jest jednak obwarowana obostrzeniami. Ich liczebność oraz surowość wynikają z polityki każdej takiej spółki. Szczególnie wrażliwe w tej kwestii są spółki skarbu państwa czy potężne korporacje. I często pochodzące z zupełnie innego świata startupu tej wrażliwości nie rozumieją. Bardziej lub mniej świadomie naruszają polityki firm, wystawiając je na poważną próbę.

By uniknąć niesnasek czy nawet zerwaniem współpracy, trzeba wyrobić w sobie nawyk konsultowania wszelkich działań dotyczących obu stron. Chodzi zwłaszcza o prezentowanie w przestrzeni medialnej współpracy z firmą czy efektów tejże kooperacji. Zawsze warto nie tyle wcześniej poinformować o chęci publicznego pochwalenia się, ale przede wszystkim uzyskania zgody czy nawet uzgodnienia wspólnego komunikatu. Taka otwarta, dojrzała postawa postawi startup w dobrym świetle, a przy sprzyjających okolicznościach zapewni również medialne wsparcie ze strony partnera.

4. Nie będziesz siedzieć cicho jak mysz pod miotłą

Wspomnianej kilka linijek wyżej obostrzenia nie oznaczają jednak, że kwestie promocyjne są tematem, do którego należy podchodzić jak do jeża. Odwrotnie. Należy kilkumiesięczny program akceleracyjny rozważyć nie tylko pod kątem wzmocnienia swojego zespołu (za sprawą warsztatów) lub biznesowych (wskutek nawiązanych relacji). Równie istotnym polem analizy powinny być kwestie marketingowe. Operatorzy programów akceleracyjnych dają możliwości wypromowania wspieranych przez siebie startupów. Warto taką szansę wykorzystać.

Znakomita większość młodych firm ogranicza się do grzechu zaniechania, informując jedynie o rozpoczęciu i/lub zakończeniu akceleracji. Tracą okazję do szerszego pokazania swojej działalności czy pochwalenia się osiągnięciami czy sukcesami, które odnoszą w trakcie akceleracji. Sam akcelerator może być skuteczną tubą marketingową, działająca na rzecz startupów.

5. Uszu na dobre rady zamykać nie będziesz

Było już o grzechu ignorancji, o grzechu lekceważenia, o grzechu nieumiarkowania, o grzechu zaniedbania. Nasz przegląd zamknijmy grzechem pychy. Dochodzi do niego, gdy founderzy za nic mają płynące do nich rady, wskazówki, life hacki. A taki potok dobrych sugestii jest całkiem wartki – począwszy od zespołu akceleracyjnego, przez szkoleniowców, mentorów, innych founderów spotykanych na networkingowych wydarzeniach organizowanych w trakcie akceleracji, a na ekspertach z firm partnerskich kończąc. Wszyscy oni dzielą się swoimi spostrzeżeniami w dobrej wierze, mając na uwadze powodzenie startupu.

Ale cóż. Są tacy prezesi czy founderzy, którzy pozostają głusi na wszelkie sugestie. Przyczyn takiej postawy dociekać tu nie będziemy, nie czas i miejsce na to. Pozostaje podkreślić konsekwencje, jakie taka postawa może wywołać. Są nimi najczęściej niedopracowane rozwiązania powstające w trakcie akceleracji. Często ocena własnej innowacji jest tak bezkrytyczna, że na nic zdają się żadne uwagi. W efekcie, owszem. Startup z powodzeniem kończy program akceleracyjny. Ale do wdrożenia jego rozwiązania nie dochodzi. Nie spełnia ono wymagań stawianych przez partnera, odbiorcę technologii.

Efektem zbywania pomocnych uwag ze strony szkoleniowców są najczęściej fundamentalne błędy w prowadzeniu marketingowej działalności, przygotowywaniu na spotkania z inwestorami (pitch decks – najczęściej konsultowany, a mimo to najczęściej psuty element marketingu) czy występów na DemoDay.

Rezultatem pomijania sugestii zgłaszanych przez mentorów lub starszych kolegów po fachu jest spowolnienie lub zatrzymanie rozwoju swojego startupu. Alternatywą jest też niemożność wyjścia z impasu, w który się popadło i z którego chce wyjść się wyłącznie o własnych siłach.

Powyższy przegląd akceleracyjnych występków nie ma służyć straszeniu startupów lub wyśmiewaniu postaw ich założycieli. Przywołanie negatywnych zachowań, zaobserwowanych wśród wielu akcelerowanych startupów, służyć ma uświadomieniu zagrożeń, a także zasugerowaniu, jak warto byłoby postąpić, aby maksymalnie wykorzystać akceleracyjną szansę.

Autor: Przemysław Zieliński

Założyciel Wielkiej Radości. Startupy wspiera marketingowo i PR, działając w Polsce oraz za granicą. Upowszechnia innowacje, pracując dla spółek, uczelni oraz instytucji otoczenia biznesu.

 

icon-112px-padlock Created with Sketch.

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem