Jedna jaskółka: robot

Dodane:

Przemysław Zieliński Przemysław Zieliński

Jedna jaskółka: robot

Udostępnij:

Jeśli długo wpatrujesz się w robota, robot również wpatruje się w ciebie”. W najnowszym odcinku „Jednej jaskółki” popatrzymy na robota, ale zastanowimy się tak naprawdę nad nami samymi. Co ta mechaniczna konstrukcja mówi o naszych pragnieniach, żądaniach i potrzebach?

Robot, czyli stara fantazja o nowym kimś, kto zrobi za nas brudną robotę

Zacznijmy nie od robota, ale od kubka po kawie. Od talerza zostawionego w zlewie. Od maila, którego nie chce się odpisać. Od powiadomienia, które trzeba odhaczyć. Od śrubki, którą trzeba dokręcić. Od schodów, które trzeba zamieść. Od ciała, które trzeba umyć, nakarmić, przewieźć, położyć spać, podnieść, uspokoić. Od tego wszystkiego, co w życiu jest konieczne, ale mało wzniosłe.

Od, od, od… listę rzeczy nieciekawych, nudnych, żmudnych można ciągnąć w nieskończoność.

Człowiek – my – lubi opowiadać o sobie jako o istocie duchowej: myślącej, twórczej, wolnej. Ale wystarczy dzień bez kanalizacji, bez prądu, bez Google’a, bez ludzi wykonujących prace niewidzialne, by ta nasza duchowość zrobiła się podejrzanie cielesna. Życie ludzkie, zanim stanie się poematem, wykładem, startupem, symfonią albo manifestem, jest najpierw gospodarką czynności: trzeba nosić, czyścić, kopać, prać, liczyć, podawać, układać, mielić, gotować, zamiatać, pilnować.

Idea leżąca u podstaw dzisiejszej „Jaskółki” brzmi tak: historia naszej cywilizacji to w dużej mierze historia przerzucania tych czynności na innych. Najpierw na zwierzęta, potem na ludzi niżej ustawionych w porządku społecznym, potem na maszyny, a dziś coraz częściej na systemy automatyczne, roboty i sztuczną inteligencję. Pięknie brzmią wielkie słowa: postęp, innowacja, automatyzacja, efektywność. Ale pod spodem bywa prostszy impuls: niech ktoś inny to zrobi. Niech zrobi szybko. Niech się nie skarży. Niech nie patrzy nam z wyrzutem w oczy.

Arystoteles, którego zwykle wzywamy do rozmowy przy sprawach dostojnych, miał w tej kwestii intuicję zadziwiająco współczesną. W „Polityce” wyobrażał sobie sytuację, w której narzędzia same wykonują swoją pracę: czółenko samo tka, a plektron sam porusza struny. Wtedy — pisał — mistrzowie nie potrzebowaliby pomocników, a panowie niewolników. To jedno z najbardziej przenikliwych zdań w całej przedhistorii robotyki: marzenie o automacie nie rodzi się tylko z ciekawości technicznej, lecz także z pragnienia zniesienia albo ukrycia zależności od cudzej pracy.

W tym sensie robot był z nami, zanim powstała robotyka. Był figurą psychiczną. Był życzeniem. Był nie tyle maszyną, ile miejscem w wyobraźni: kimś, kto będzie posłuszny, silny, cierpliwy, precyzyjny, nieobrażalski i najlepiej niemy.

Kimś, kto nie zada pytania: dlaczego ja?

Niewolnik

Nie sposób pisać o robocie jako marzeniu o służącym do brudnej roboty, nie zahaczając o niewolnictwo. Trzeba to jednak zrobić ostrożnie, aby nie popaść w tanie uproszczenia. Robot nie jest człowiekiem. Niewolnik był człowiekiem, któremu odmówiono pełni człowieczeństwa. To różnica fundamentalna. Ale właśnie dlatego historia niewolnictwa jest tak ważna: pokazuje, jak łatwo społeczeństwa potrafią tworzyć języki, prawa i metafory służące temu, by cudzą pracę uczynić naturalną, konieczną, niewidzialną.

Niewolnictwo nie było jednym zjawiskiem. Inaczej wyglądało w starożytnej Mezopotamii, inaczej w Grecji, inaczej w Rzymie, inaczej w świecie islamu, inaczej w koloniach atlantyckich. Ale pewien wzór powraca: gdy pojawia się nadwyżka, własność, państwo, wojna, dług, podbój i potrzeba stałej siły roboczej, pojawia się również pokusa, by człowieka zamienić w narzędzie. Digital History Uniwersytetu w Houston przypomina, że w świecie antycznym niewolnictwo było powszechne, choć tylko niektóre społeczeństwa uczyniły z niego dominującą podstawę gospodarki; klasyczna Grecja i Rzym należą tu do przykładów najbardziej oczywistych.

Rzymianie nie potrzebowali słowa „robot”, bo mieli ludzi. Niewolnicy pracowali w domach, kopalniach, gospodarstwach, warsztatach, przy budowie, w usługach i administracji. World History Encyclopedia szacuje, że w Italii nawet co trzeci mieszkaniec mógł być niewolnikiem, a w całym imperium — co piąty. To nie był margines systemu. To była jego infrastruktura.

I tu pojawia się rzecz nieprzyjemna. Człowiek nie tylko ułatwiał sobie życie dzięki cudzej pracy. Człowiek budował całe metafizyki, by uzasadnić, dlaczego tak ma być. Jedni mieli rządzić, drudzy służyć. Jedni mieli mówić, drudzy wykonywać. Jedni mieli mieć czas na politykę, filozofię i piękno, drudzy mieli zająć się ogniem, kurzem, potem, fekaliami, ciężarem i krwią.

Dziś mówimy o tym z oburzeniem, i słusznie. Ale dobrze byłoby zachować w tym oburzeniu nieco pokory. Współczesność nie zniosła pracy przymusowej. Według globalnych szacunków ILO, Walk Free i IOM w 2021 roku 50 milionów ludzi żyło w warunkach współczesnego niewolnictwa, z czego 28 milionów wykonywało pracę przymusową, a 22 miliony pozostawały w przymusowych małżeństwach.

A zatem, gdy mówimy: „robot zrobi za nas brudną robotę”, warto zapytać: za kogo właściwie ma ją zrobić? Za człowieka jako takiego? Czy raczej za tych ludzi, których pracy nie chcemy widzieć?

Świątynia, teatr i oszustwo

Zanim pojawił się robot, pojawił się automat. To słowo ma w sobie czar samoporuszania się: coś działa „samo”, jakby miało wolę. Dawne encyklopedie oddawały ten zachwyt. W dziewiątym wydaniu „Encyclopaedia Britannica” automaton definiowano jako maszynę samoporuszającą się, której zasada ruchu mieści się w samym mechanizmie; słowo stosowano zwłaszcza do urządzeń naśladujących ruchy życia zwierzęcego lub ludzkiego.

Już Heron z Aleksandrii, żyjący w I wieku naszej ery, projektował urządzenia działające dzięki parze, powietrzu, wodzie i ciśnieniu. W jego „Pneumatyce” znajdziemy między innymi opisy automatycznie otwieranych drzwi świątynnych, scenicznych figurek i urządzeń, które miały wywoływać wrażenie działania sił nadprzyrodzonych. Innymi słowy: technika od początku była nie tylko praktyką, ale i teatrem. Maszyna miała działać, lecz miała też zachwycać, oszukiwać zmysły, produkować cud, jakkolwiek niezgrabnie to brzmi.

W średniowiecznym świecie islamu tę tradycję rozwijał Al-Dżazari, autor ukończonej w 1206 roku „Księgi wiedzy o pomysłowych urządzeniach mechanicznych”. Zachowane karty rękopisów pokazują zegary wodne, mechanizmy podnoszenia wody, automaty służące do nalewania napojów i urządzenia z ruchomymi figurami. Metropolitan Museum of Art opisuje jeden z zachowanych foliałów jako część traktatu znanego także pod tytułem „Automata”.

Zapamiętajmy: zanim robot został robotnikiem, był prestidigitatorem. Zabawiał dwór, zachwycał publiczność, budował prestiż władcy, wzmacniał aurę świątyni. Nie sprzątał jeszcze magazynu. Nie przenosił gorących odlewów. Nie dowoził paczek. Bardziej przypominał cud niż pracownika. Ale w tej zabawie było już coś poważnego: pragnienie, by martwa materia udawała żywą i posłuszną.

W XVIII wieku Jacques de Vaucanson doprowadził tę fantazję do jednego z najdziwniejszych punktów. Jego mechaniczna kaczka jadła, piła, poruszała skrzydłami i — przynajmniej w oczach widzów — trawiła. Linda Hall Library przypomina, że Vaucanson uchodzi za jednego z pierwszych wielkich konstruktorów automatów, ponieważ mechanizmy jego figur mieściły się w samych figurach, a nie pod podłogą czy poza sceną.

Kaczka była zarazem arcydziełem i oszustwem. Publiczność widziała „życie”, ale część biologicznej symulacji była teatralnym trikiem. I może dlatego Vaucanson tak dobrze pasuje do historii robota. Robot obiecuje prawdę techniczną, a jednocześnie zawsze uruchamia fantazję. Chcemy wiedzieć, jak działa, ale jeszcze bardziej chcemy wierzyć, że działa „jak żywe”.

Jeszcze lepszym symbolem tej podwójności był Mechaniczny Turek, szachowy automat Wolfganga von Kempelena, pokazany publicznie w 1770 roku. Przez dziesięciolecia zachwycał Europę i Amerykę, pokonując przeciwników przy szachownicy. Problem polegał na tym, że wewnątrz „maszyny” ukrywał się człowiek. Wired opisywał Turka jako oszustwo, które mimo to pobudzało wyobraźnię o sztucznej inteligencji i maszynowym myśleniu.

Mechaniczny Turek to nie anegdota na marginesie robotyki. To jej mroczne lustro. Ile współczesnej „automatyzacji” również skrywa ludzi? Moderatorów treści. Kurierów. Pracowników magazynów. Klikaczy. Kierowców. Freelancerów karmiących modele etykietami. Czasem robot okazuje się maszyną, która ukrywa pracownika lepiej niż dawne liberie i fartuchy.

Program zamiast chłopca

XIX wiek przynosi przełom subtelniejszy niż humanoidalna figura: programowalność. Krosno Jacquarda, zademonstrowane w 1801 roku, wykorzystywało łańcuch kart perforowanych do sterowania tym, które nici osnowy mają zostać podniesione przy każdym przebiegu czółenka. Computer History Museum słusznie podkreśla, że zdolność przechowywania i automatycznego odtwarzania złożonych operacji znalazła szerokie zastosowanie w przemyśle tekstylnym.

To był moment, w którym „rozkaz” oderwał się od żywego nadzorcy i przybrał postać nośnika. Wcześniej wzór był w oku, ręce, doświadczeniu, pamięci. Teraz mógł być zapisany w karcie. Praca nie znikała, ale zmieniała lokalizację. Część umiejętności człowieka przenosiła się do maszyny, a część człowieka stawała się dodatkiem do systemu.

Z tego punktu widzenia robot jest potomkiem nie tylko automatu, ale także biurokracji. Nie wystarczy, że ma ciało. Musi mieć instrukcję. Musi dać się zaprogramować. Musi rozumieć sekwencję: zrób to, potem tamto, jeśli przeszkoda — zatrzymaj się, jeśli element — chwyć, jeśli człowiek — omiń.

Nowoczesne definicje próbują złapać tę istotę bez metafizyki. ISO 8373 definiuje robota jako zaprogramowany mechanizm uruchamiany, z pewnym stopniem autonomii, wykonujący lokomocję, manipulację lub pozycjonowanie. To bardzo trzeźwe. Żadnych dusz, żadnego buntu, żadnej Marii z „Metropolis”. Mechanizm, program, autonomia, zadanie.

A jednak język techniczny nie usuwa języka społecznego. Robot nadal jest tym, komu wydajemy polecenia.

Tako rzecze Čapek: robot od narodzin jest pracownikiem przymusowym

Słowo „robot” pojawiło się w nowoczesnym obiegu dzięki sztuce Karela Čapka „R.U.R.”, opublikowanej w 1920 roku i wystawionej w Pradze w 1921 roku. Ów skrót tytułu sztuki oznaczał „Rossumovi Univerzální Roboti. Jak często bywa z wielkimi słowami, jego pochodzenie jest rodzinne: Karel przypisywał pomysł swojemu bratu Josefowi. MIT Press przypomina, że „robota” oznaczała w językach słowiańskich pracę przymusową, pańszczyznę, pracę odrabianą przez chłopów; rdzeń „rab” prowadzi ku niewolnikowi.

To jest niemal zbyt dobre, by było przypadkowe. Robot nie wziął nazwy od inteligencji, metalu, elektryczności ani przyszłości. Wziął ją od pracy. Nie od pracy twórczej, lecz od pracy wymuszonej. Od pracy, którą ktoś wykonuje nie dlatego, że chce, ale dlatego, że musi.

Čapek początkowo rozważał nazwę bliższą łacińskiemu „labor”, ale „robot” okazał się słowem bardziej brutalnym, bardziej ziemskim, bardziej słowiańskim. I lepszym literacko. W „R.U.R.” roboty nie były zresztą metalowymi maszynami w dzisiejszym sensie. Były sztucznymi, biologicznie wytworzonymi pracownikami: bezdusznymi, wydajnymi, produkowanymi seryjnie po to, by ludzie mogli przestać pracować. OED wskazuje, że najwcześniejsze użycie rzeczownika „robot” pochodzi właśnie z lat 20. XX wieku i z twórczości Čapka.

Čapek nie napisał więc optymistycznego prospektu sprzedażowego dla automatyzacji. Napisał przypowieść o pysze, pracy, produkcji i buncie. Robot urodził się nie jako gadżet, ale jako pytanie moralne.

Robot przestaje udawać człowieka

Pierwszy wielki robot nowoczesności nie miał twarzy. Nie musiał jej mieć. Unimate, zainstalowany w 1961 roku na linii General Motors w New Jersey, był przemysłowym ramieniem. IEEE Spectrum opisuje go jako maszynę, która przejęła brudną, monotonną i niebezpieczną pracę wyjmowania gorących odlewów z prasy odlewniczej.

To symboliczny zwrot. Dawne automaty miały nas zachwycać podobieństwem do życia. Robot przemysłowy miał nie wyglądać jak człowiek, tylko robić to, czego człowiek robić nie powinien albo nie chciał. Computer History Museum notuje, że Unimate wykonywał polecenia zapisane na bębnie magnetycznym i układał gorące metalowe elementy.

Jeśli Vaucanson pytał: „czy maszyna może udawać życie?”, Unimate pytał: „czy maszyna może uchronić ludzką rękę przed oparzeniem?”. To był robot bez romantyzmu. I właśnie dlatego był tak ważny. Nie próbował mieć duszy. Raczej próbował nie odczuwać bólu.

Współczesna robotyka nadal sprzedaje się często przez hasło trzech D: dull, dirty, dangerous — nudne, brudne, niebezpieczne. To hasło jest wygodne i zwykle prawdziwe, ale nie zawsze niewinne. Badacze z Robotics & AI Institute zauważają, że w publikacjach robotycznych fraza ta stała się konwencjonalnym uzasadnieniem automatyzacji, choć w analizowanej literaturze z lat 1980–2024 tylko 2,7% prac definiowało, co właściwie znaczy DDD, a tylko 8,7% podawało konkretne przykłady takich zadań.

To ważna uwaga. Bo „brudna robota” jest pojęciem klasowym. Dla jednego brudna robota to czyszczenie kanalizacji. Dla drugiego — opieka nad starszym człowiekiem. Dla trzeciego — praca w rzeźni. Dla czwartego — moderowanie przemocy w internecie. Jeśli nie zapytamy pracowników, co w ich pracy jest naprawdę upokarzające, ryzykowne, monotonne albo pozbawiające sprawczości, możemy zautomatyzować nie to, co trzeba. Albo gorzej: możemy usunąć z pracy to, co dawało ludziom sens, zostawiając im nadzór, stres i odpowiedzialność za błędy maszyny.

Magazynier, chirurg, kelner i pies

W 2024 roku na świecie zainstalowano 542 tysiące robotów przemysłowych; według raportu World Robotics 2025 to ponad dwa razy więcej niż dekadę wcześniej, a roczne instalacje przekroczyły pół miliona sztuk czwarty rok z rzędu. Azja odpowiadała za 74% nowych wdrożeń, Europa za 16%, a obie Ameryki za 9%.

To już nie jest opowieść o pojedynczej maszynie w fabryce. To infrastruktura gospodarki. Roboty spawają, pakują, paletyzują, przenoszą, sortują, lakierują, kontrolują jakość. W magazynach przemieszczają towary. W szpitalach wspierają chirurgię, rehabilitację i logistykę. W hotelach informują i dowożą drobiazgi. W rolnictwie dojrzewają do zbiorów, oprysków i monitoringu. W wojsku rozpoznają, przenoszą, patrolują, czasem zabijają — i tu słowo „brudna robota” robi się szczególnie niepokojące.

W tym miejscu warto wrócić do Arystotelesa. On wyobrażał sobie automaty, które znoszą potrzebę niewolników. My zbudowaliśmy automaty, niekoniecznie znosząc przy tym relację dominacji. Raczej przesunęliśmy ją głębiej w łańcuch dostaw.

Delegowanie winy

Najbardziej radykalna wersja marzenia o „brudnej robocie” pojawia się nie w kuchni, magazynie ani fabryce, lecz na wojnie. Bo wojna jest brudną robotą w sensie ostatecznym. Nie tylko dlatego, że oznacza błoto, pot, krew, spalone ciała, metal w kościach, huk i strach. Także dlatego, że wymaga od człowieka czynności moralnie granicznych: obserwowania, wskazywania, namierzania, naciskania spustu, wydawania rozkazu, milczenia po fakcie.

Robot wojenny obiecuje oddalenie. Żołnierz nie musi wejść do budynku. Operator nie musi być na polu walki. Dowódca nie musi patrzeć ofierze w twarz. Państwo może prowadzić działania z większą precyzją, mniejszym ryzykiem dla własnych ludzi i lepszą kontrolą informacji. To są argumenty realne, nie można ich zbyć moralnym grymasem. Maszyna rozpoznawcza może ocalić patrol przed zasadzką. Robot saperski może przyjąć na siebie wybuch. System przeciwrakietowy może reagować szybciej niż człowiek. W wojnie, która sama jest katastrofą etyczną, redukcja ryzyka nie jest błahostką.

Ale im dalej odsuwamy człowieka od aktu przemocy, tym trudniejsze staje się pytanie o winę. Jeżeli autonomiczny system wybierze cel, jeżeli algorytm sklasyfikuje obiekt, jeżeli dron uderzy na podstawie wzorca, jeżeli operator tylko zatwierdzi rekomendację, to kto naprawdę zabił? Ten, kto zaprojektował model? Ten, kto zebrał dane treningowe? Ten, kto zamówił system? Ten, kto wydał rozkaz użycia? Ten, kto obserwował ekran? Ten, kto podpisał budżet? Czy może wszyscy po trochu, a więc, jak to często bywa w systemach rozproszonej odpowiedzialności, nikt do końca?

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża definiuje problem bardzo jasno: autonomiczne systemy uzbrojenia po aktywacji mogą wybierać i atakować cele bez dalszej interwencji człowieka, reagując na dane z otoczenia i uogólnione profile celów. Ta sama instytucja ostrzega, że utrata ludzkiej kontroli i osądu w decyzjach życia i śmierci rodzi poważne obawy humanitarne, prawne i etyczne. Stockholm International Peace Research Institute i Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża wskazywały już wcześniej, że kluczowym priorytetem powinno być zachowanie ludzkiej kontroli nad użyciem siły, zwłaszcza w decyzjach życia i śmierci.

Państwa próbują odpowiadać na ten problem językiem procedur. Amerykańska dyrektywa DoD 3000.09 mówi, że autonomiczne i półautonomiczne systemy uzbrojenia mają być projektowane tak, aby dowódcy i operatorzy mogli sprawować odpowiedni poziom ludzkiego osądu nad użyciem siły. To brzmi rozsądnie, ale w słowie „odpowiedni” mieści się cała przepaść nowoczesnej wojny. Odpowiedni dla kogo? Dla prawnika? Inżyniera? Dowódcy? Operatora? Ofiary? Historii?

Stockholm International Peace Research Institute w raporcie o odpowiedzialności człowieka w rozwoju i użyciu autonomicznych systemów uzbrojenia zauważa rzecz zasadniczą: maszyny nie mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności za naruszenia międzynarodowego prawa humanitarnego, więc odpowiedzialność muszą zachować ludzie. Problem polega na tym, jak tę odpowiedzialność realnie przypisać w złożonym łańcuchu technologicznym i decyzyjnym.

To jest właśnie delegowanie winy. Nie tyle całkowite zrzucenie jej na maszynę — bo nikt poważny nie powie jeszcze, że robot jest podmiotem moralnym — ile rozproszenie jej tak szeroko, by nikt nie czuł pełnego ciężaru. W tradycyjnej wojnie też istniały łańcuchy rozkazu i usprawiedliwień. Ale robotyzacja wojny dokłada nową warstwę: techniczną nieprzejrzystość. Gdy decyzja przechodzi przez model, sensor, klasyfikator, reguły zaangażowania i interfejs, moralność zaczyna przypominać plik konfiguracyjny.

Można powiedzieć: ale przecież człowiek nadal decyduje. Czasem tak. Czasem człowiek jest „in the loop”, czasem „on the loop”, czasem tylko „near the loop”, a czasem pętla obraca się tak szybko, że człowiek staje się bardziej alibi niż sprawcą. To jedna z najważniejszych zmian psychologicznych w wojnie zautomatyzowanej: odpowiedzialność zostaje zachowana formalnie, ale przeżywana coraz słabiej.

W maju 2025 roku sekretarz generalny ONZ António Guterres mówił, że maszyny mające władzę i swobodę odbierania ludzkiego życia bez ludzkiej kontroli są politycznie nieakceptowalne i moralnie odrażające. To mocne słowa, ale ich siła bierze się z bardzo starej intuicji: zabijanie nie może stać się usługą wykonywaną przez obiekt bez sumienia na rzecz podmiotu, który nie chce czuć skutków własnej decyzji.

Robot wojenny jest zatem najbardziej niepokojącym potomkiem Mechanicznego Turka. Tam w maszynie ukrywał się człowiek, który grał w szachy. Tutaj w systemie może ukrywać się człowiek, który zabija — albo człowiek, który nie chce wiedzieć, że zabija. Dawny automat oszukiwał publiczność, udając inteligencję. Nowy automat może oszukiwać sumienie, udając neutralność.

I dlatego pytanie o roboty wojenne nie jest wyłącznie pytaniem o technologię. Jest pytaniem o to, czy można wynaleźć narzędzie, które oddzieli przemoc od winy. Historia podpowiada, że ludzie od dawna próbują. Kat, żołnierz, najemnik, dron, algorytm — figury się zmieniają, pragnienie pozostaje. Chcemy skutku bez dotyku. Rozkazu bez krwi na palcach. Zwycięstwa bez spojrzenia ofiary.

Robot wojenny jest spełnieniem tej fantazji i zarazem jej oskarżeniem. Bo jeśli maszyna naprawdę zrobi za nas najbrudniejszą robotę, to nie znaczy jeszcze, że my będziemy czyści.

Od Marii do Terminatora, od służącego do zbawcy

Kultura popularna szybciej niż inżynieria zrozumiała, że robot nie jest wyłącznie urządzeniem. Jest lustrem. W „Metropolis” Fritza Langa z 1927 roku robot Maria jest maszyną z twarzą kobiety, figurą uwodzenia, niepokoju i klasowej manipulacji. Science Museum Group nazywa replikę Marii „pierwszym blockbusterowym robotem”.

Potem przyszły kolejne figury: dobrotliwy robot-służący, stalowy morderca, dziecięcy android pragnący miłości, robot-pies, robot-zabawka, robot-opiekun, robot-kochanek, robot-żołnierz. Isaac Asimov próbował ujarzmić lęk przez prawo. Jego Trzy Prawa Robotyki, po raz pierwszy wspólnie sformułowane w opowiadaniu „Runaround” z 1942 roku, mówiły w skrócie: robot nie może skrzywdzić człowieka, musi być posłuszny człowiekowi i ma chronić siebie, o ile nie łamie dwóch wcześniejszych zasad.

To bardzo eleganckie. I bardzo ludzkie. Asimov nie tyle opisał roboty, ile nasze pragnienie bezpiecznego niewolnika: istoty potężnej, ale ograniczonej; inteligentnej, ale posłusznej; samodzielnej, ale niewolnej. Tyle że każda dobra literatura science fiction wie, iż z zasadami jest jak z zamkami: ich znaczenie poznajemy dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna przy nich majstrować.

Robot w kulturze bywa więc służącym, ale także rewanżystą. Jest kimś, kto robi za nas brudną robotę, dopóki nie zrozumie, że to my jesteśmy brudną robotą historii. Ten lęk napędza „Terminatora”, „Blade Runnera”, „Westworld”, „Battlestar Galactica”.

Mamy tu paradoks. Gdy robot jest zbyt mechaniczny, wydaje się narzędziem. Gdy staje się zbyt podobny do nas, zaczyna nas zawstydzać.

Krzywda

Czy wolno kopnąć robota?

Na poziomie ontologicznym odpowiedź jest prosta: robot nie cierpi, jeśli nie ma świadomości, doznań i interesu własnego. Nie czuje bólu tak, jak pies, dziecko czy dorosły człowiek. Nie przeżywa upokorzenia. Nie wraca do domu z traumą. Uszkodzenie robota jest uszkodzeniem rzeczy, choć często bardzo drogiej.

Ale na poziomie psychologicznym sprawa natychmiast się komplikuje. Badania human-robot interaction od lat pokazują, że ludzie antropomorfizują roboty, przypisują im intencje, emocje, charakter, a czasem nawet zaczątki moralnego statusu. Artykuł w „Frontiers in Psychology” zauważa, że robotyka społeczna nie traktuje antropomorfizacji wyłącznie jako błędu poznawczego, lecz jako mechanizm ułatwiający interakcję z nowymi typami współpracujących agentów.

Masahiro Mori w eseju o „dolinie niesamowitości” opisywał z kolei moment, w którym rosnące podobieństwo maszyny do człowieka przestaje budzić sympatię, a zaczyna wywoływać dyskomfort. IEEE Spectrum opublikował autoryzowane angielskie tłumaczenie tego wpływowego tekstu, przypominając, jak mocno kategoria „prawie-ludzkiego” zaciążyła na robotyce i animacji komputerowej.

Oburzenie na kopanie robota może więc nie mówić nic o cierpieniu robota, ale wiele o nas. Mark Coeckelbergh pisał, że nawet jeśli robot nie ma moralnego statusu osoby, intuicja, iż „coś jest nie tak” w jego torturowaniu, może wynikać z etyki cnót. Z pytania nie o to, co czuje robot, ale o to, kim staje się człowiek, który dopuszcza się okrucieństwa względem robota.

Najnowsze badania idą podobnym tropem. Artykuł w „Scientific Reports” z 2025 roku analizował moralną ocenę przemocy wobec robotów i zwracał uwagę, że ludzie nie tylko niszczą roboty jak przedmioty, ale często zachowują się wobec nich tak, jakby atakowali istoty zdolne do odczuwania.

Moja intuicja jest taka: nie musimy przyznawać robotom praw, by uznać, że nasze zachowanie wobec nich może wymagać norm. Nie dlatego, że robot ma duszę. Dlatego, że my mamy charakter. Dziecko, które kopie robota-psa, być może nie krzywdzi psa. Ale uczy się pewnego gestu wobec bezbronnej formy życia — albo czegoś, co życie udaje. A człowiek jest istotą, która od udawania bardzo szybko przechodzi do nawyku.

Robot jako klasa społeczna bez społeczeństwa

Robot jest także problemem socjologicznym. Nie tylko dlatego, że może zabierać miejsca pracy. To najprostszy, choć ważny temat. Ciekawsze jest pytanie, jakie relacje społeczne robot pozwala nam ominąć.

Służący w dawnym domu był osobą, nawet jeśli traktowaną hierarchicznie. Trzeba było ją widzieć, słyszeć, czasem znieść jej zmęczenie, chorobę, starość, plotkę, prośbę, pretensję. Robot obiecuje usługę bez relacji. Pracę bez pracownika. Posłuszeństwo bez winy. Komfort bez wzajemności.

To dlatego robot domowy jest tak fascynujący. Nie dlatego, że odkurza. Odkurzacz też odkurza. Robot domowy sugeruje obecność. Krąży po mieszkaniu. Wraca do stacji. Ma imię. Zawiesza się, błądzi, „prosi” o pomoc. A my, śmieszni i czuli, zaczynamy mówić do niego jak do bardzo głupiego zwierzęcia. Kate Darling proponowała, by o robotach myśleć mniej jak o ludziach, a bardziej przez analogię do zwierząt — jako o bytach, które mogą uzupełniać ludzkie możliwości, wchodzić z nami w relacje robocze i emocjonalne, choć nie są osobami.

To porównanie jest ożywcze, ale ma granice. Zwierzę cierpi. Robot, przynajmniej dzisiejszy, nie. Zwierzę ma własny interes biologiczny. Robot ma cel nadany z zewnątrz. Zwierzę może odmówić, uciec, bać się, chorować, umrzeć. Robot może się zepsuć.

A jednak relacja człowieka z robotem będzie coraz bardziej przypominać relacje społeczne. W fabryce robot jest współpracownikiem. W szpitalu — narzędziem opieki. W domu — pomocnikiem. W hotelu — personelem. W wojsku — przedłużeniem decyzji o przemocy. W każdym z tych miejsc pojawia się pytanie: czy robot uwalnia człowieka, czy tylko czyni niewidzialnym kolejny poziom zależności?

Robot patrzy, chociaż nie widzi

Robot jest jednym z najdziwniejszych wynalazków człowieka, bo zanim stał się realny, był już moralnie podejrzany. Niósł obietnicę wyzwolenia i groźbę nowej zależności. Miał uwolnić nas od trudu, ale nauczył nas także nowych form kontroli. Miał być sługą, ale bywa lustrem pana. Miał zdejmować z człowieka ciężar, ale często pyta: komu właściwie ten ciężar zdejmujemy, a komu dokładamy?

Nie jestem pewien, czy roboty nas zastąpią. To zbyt wielkie pytanie, a odpowiedzi na takież pytania zwykle źle się starzeją. Bardziej prawdopodobne, że roboty będą nas uzupełniać, korygować, przyspieszać, nadzorować, drażnić, rozczulać i zawstydzać. Będą robiły rzeczy nudne, precyzyjne, ciężkie i niebezpieczne. Będą też robiły rzeczy, których może nie powinniśmy nikomu zlecać: ani człowiekowi, ani maszynie.

Bo najważniejsze pytanie nie brzmi: czy robot może być naszym niewolnikiem? Dzisiejszy robot nie jest osobą, więc słowo „niewolnik” pozostaje metaforą. Pytanie ciekawsze i bardziej kłopotliwe brzmi: dlaczego tak bardzo potrzebujemy kogoś, kto nim będzie?

Może cała historia robota zaczyna się właśnie tam: w chwili, gdy człowiek patrzy na własne ręce, widzi na nich kurz, smar, krew, pot, detergent, ziemię, a potem wymyśla istotę, która będzie miała ręce zamiast niego.

A kiedy już ją stworzy, nie potrafi się powstrzymać: nadaje jej twarz.

 

Źródła:

  1. „1801: Punched cards control Jacquard loom”, Computer History Museum, https://www.computerhistory.org/storageengine/punched-cards-control-jacquard-loom/
  2. „A history of Polish serfdom”, Kacper Pobłocki / Eurozine, https://www.eurozine.com/a-history-of-polish-serfdom/
  3. „AI, automation in the home and its impact on women”, University of Oxford, https://www.ox.ac.uk/news/2024-03-04-ai-automation-in-the-home-and-its-impact-on-women
  4. „Anthropomorphism in Human–Robot Co-evolution”, Luisa Damiano, Paul Dumouchel, Hagen Lehmann, https://www.frontiersin.org/journals/psychology/articles/10.3389/fpsyg.2018.00468/full
  5. „Aristotle — The Politics, Book I”, tłum. Benjamin Jowett, Wikisource, https://en.wikisource.org/wiki/Page:Aristotle_-_The_Politics,_1905.djvu/39
  6. „Automaton”, Encyclopaedia Britannica, Ninth Edition, Wikisource, https://en.wikisource.org/wiki/Encyclop%C3%A6dia_Britannica,_Ninth_Edition/Automaton
  7. „Autonomous Weapon Systems and International Humanitarian Law: ICRC position paper”, International Committee of the Red Cross, https://www.icrc.org/sites/default/files/2026-03/4896_002_Autonomous_Weapons_Systems_-_IHL-ICRC.pdf
  8. „Badi’ al-Zaman ibn al-Razzaz al-Jazari — Design on Each Face of the Sindi Basin”, The Metropolitan Museum of Art, https://www.metmuseum.org/art/collection/search/451298
  9. „Badi’ al-Zaman ibn al-Razzaz al-Jazari — Design for a Water Clock”, The Metropolitan Museum of Art, https://www.metmuseum.org/art/collection/search/451300
  10. Cyberiada, Stanisław Lem, https://solaris.lem.pl/ksiazki/beletrystyka/cyberiada
  11. De l’automatisme dans les arts, Jacques de Vaucanson, https://gallica.bnf.fr
  12. „DoD Directive 3000.09: Autonomy in Weapon Systems”, U.S. Department of Defense, https://www.esd.whs.mil/portals/54/documents/dd/issuances/dodd/300009p.pdf
  13. „Domesticity in Europe”, Raffaella Sarti / EHNE — Encyclopédie d’histoire numérique de l’Europe, https://ehne.fr/en/encyclopedia/themes/gender-and-europe/earning-a-living/domesticity-in-europe
  14. „Dull, Dirty, Dangerous: Understanding the Past, Present, and Future of a Key Motivation for Robotics”, Nozomi Nakajima, Pedro Reynolds-Cuéllar, Caitrin Lynch, Kate Darling, https://arxiv.org/abs/2602.04746
  15. „Evaluating the morality of violence against robots”, J. Archer i in., Scientific Reports, https://www.nature.com/articles/s41598-025-24875-y
  16. „Global Estimates of Modern Slavery: Forced Labour and Forced Marriage”, International Labour Organization, Walk Free, IOM, https://www.ilo.org/publications/major-publications/global-estimates-modern-slavery-forced-labour-and-forced-marriage
  17. „Global Robot Demand in Factories Doubles Over 10 Years”, International Federation of Robotics, https://ifr.org/ifr-press-releases/news/global-robot-demand-in-factories-doubles-over-10-years
  18. „In 1961, the First Robot Arm Punched In”, Erico Guizzo, IEEE Spectrum, https://spectrum.ieee.org/unimation-robot
  19. „ISO 8373:2021 — Robots and robotic devices — Vocabulary”, International Organization for Standardization, https://cdn.standards.iteh.ai/samples/75539/1bc8409322eb4922bf680e15901852d2/ISO-8373-2021.pdf
  20. „Jacques de Vaucanson”, Linda Hall Library, https://www.lindahall.org/about/news/scientist-of-the-day/jacques-de-vaucanson/
  21. „Monster in a Box”, Tom Standage, Wired, https://www.wired.com/2002/03/turk
  22. „Replica of ‘Maria’ robot from Fritz Lang’s 1927 film ‘Metropolis’”, Science Museum Group Collection, https://collection.sciencemuseumgroup.org.uk/objects/co8564807/replica-of-maria-robot-from-fritz-langs-1927-film-metropolis
  23. „Retaining Human Responsibility in the Development and Use of Autonomous Weapon Systems: On Accountability for Violations of International Humanitarian Law Involving AWS”, SIPRI, https://www.sipri.org/publications/2022/policy-reports/retaining-human-responsibility-development-and-use-autonomous-weapon-systems-accountability
  24. „Robot, n.² meanings, etymology and more”, Oxford English Dictionary, https://www.oed.com/dictionary/robot_n2
  25. „Robots are animals, not humans”, Kate Darling, Wired, https://www.wired.com/story/robots-animals-kate-darling
  26. R.U.R. (Rossum’s Universal Robots), Karel Čapek, https://www.gutenberg.org/ebooks/59112
  27. „Service Robots See Global Growth Boom”, International Federation of Robotics, https://ifr.org/news/service-robots-see-global-growth-boom
  28. „Slavery in the Ancient, Medieval, and Early Modern Worlds”, Digital History, University of Houston, https://www.digitalhistory.uh.edu/disp_textbook.cfm?psid=3027&smtid=2
  29. „Slavery in the Roman World”, Mark Cartwright, World History Encyclopedia, https://www.worldhistory.org/article/629/slavery-in-the-roman-world/
  30. „Slavery vs. Serfdom, or Was Poland a Colonial Empire?”, Culture.pl, https://culture.pl/en/article/slavery-vs-serfdom-or-was-poland-a-colonial-empire
  31. „The Book of Knowledge of Ingenious Mechanical Devices”, Al-Jazari, https://archive.org/details/al-jazari-book-of-knowledge
  32. „The Czech Play That Gave Us the Word ‘Robot’”, Howard Markel, MIT Press Reader, https://thereader.mitpress.mit.edu/origin-word-robot-rur/
  33. „The digital harms of smart home devices: A systematic literature review”, David Buil-Gil, Steven Kemp, Stefanie Kuenzel, Lynne Coventry, Sameh Zakhary, Daniel Tilley, James Nicholson, https://arxiv.org/abs/2209.05458
  34. „The Origin Of The Word ‘Robot’”, Science Friday, https://www.sciencefriday.com/segments/the-origin-of-the-word-robot/
  35. „The Pneumatics of Hero of Alexandria”, Hero of Alexandria, tłum. Bennet Woodcroft, Project Gutenberg, https://www.gutenberg.org/files/77400/77400-h/77400-h.htm
  36. „The return of domestic servants — thanks to AI and automation”, Astrid Krenz, Holger Strulik / LSE Business Review, https://blogs.lse.ac.uk/businessreview/2025/07/04/the-return-of-domestic-servants-thanks-to-ai-and-automation/
  37. „The Three Laws of Robotics”, History of Information / Jeremy Norman, https://www.historyofinformation.com/detail.php?entryid=4108
  38. „The Turk: The Life and Times of the Famous Eighteenth-Century Chess-Playing Automaton”, Tom Standage, https://www.bloomsbury.com
  39. „The Uncanny Valley: The Original Essay by Masahiro Mori”, Masahiro Mori, IEEE Spectrum, https://spectrum.ieee.org/the-uncanny-valley
  40. „UNIMATE, the first mass-produced industrial robot, begins work at General Motors”, Computer History Museum Timeline, https://www.computerhistory.org/timeline/1961/
  41. „Who mops the floor now? How domestic service shaped 20th-century Britain”, University of Cambridge, https://www.cam.ac.uk/research/news/who-mops-the-floor-now-how-domestic-service-shaped-20th-century-britain
  42. „Why Care About Robots? Empathy, Moral Standing, and the Language of Suffering”, Mark Coeckelbergh, https://coeckelbergh.net/wp-content/uploads/2018/09/why-care-about-robots.pdf