Już prawie jedna trzecia ludzkości mieszka w slumsach. Jak mogą pomóc startupy?

Dodane: 29.10.2021

Hanna Baster

Udostępnij:

Prognozy Światowego Forum Ekonomicznego mówią same za siebie: już niedługo w dzielnicach biedy będzie mieszkać aż jedna trzecia ludzkości. Na szczęście nowe technologie, a przede wszystkim wykorzystujące je startupy i organizacje pozarządowe, zwiększają bezpieczeństwo życia w slumsach i szanse młodych ludzi na zdobycie pracy innej niż handel narkotykami. Kilka przykładów takich obiecujących działań opisaliśmy poniżej.

Mieszkając w Europie, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ogromne tereny mogą zajmować slumsy i jak wielu ludzi, bez możliwości awansu społecznego i ucieczki z tego miejsca, pędzi swoje codzienne życie właśnie w tych miejscach. Ale prawda jest taka, że obecnie większość dużych miast Afryki, Ameryki Południowej i Azji, to aglomeracje otoczone grubym kordonem slumsów.

Dlaczego tak wielu ludzi żyje w dzielnicach biedy? Już ponad połowa ludzi na świecie żyje w miastach (56,2% w 2020 roku), a odsetek ten nie tyle rośnie, co eksploduje wzrostem. W związku z napływem ogromnych mas ludności z terenów rolniczych, miasta nie są w stanie zapewnić pracy większości z nich. Ale ludzie, którzy dotarli do miast, najczęściej nie mają już drogi powrotnej. Budują więc na jego obrzeżach schronienie z tego, co dostępne pod ręką – kartonów, kawałków papy, plastikowych butelek. W ten sposób z czasem wokół metropolii powstają ogromne, często powierzchniowo porównywalne do niej samej, metropolie ubogich – slumsy.

Życie w takim miejscu nie jest do pozazdroszczenia: mafie narkotykowe (i brak policjantów, którzy boją się nawet wejść na ich teren), zwiększone zagrożenie katastrofami naturalnymi (ponieważ najlepsze tereny zajmuje miasto właściwe, slumsy lokują się w strefach zalewowych rzek czy na terenach grożących osuwaniem terenu czy schodzeniem lawin błotnych), brak podstawowej infrastruktury komunalnej (prąd, kanalizacja, wywóz odpadów). Na szczęście nowe technologie, a przede wszystkim wykorzystujące je startupy i organizacje pozarządowe, starają się odmienić tę sytuację. Kilka przykładów takich obiecujących działań opisaliśmy poniżej.

Szkoła i pełny żołądek

Młodzi ludzie z Europy, Azji i Afryki, którzy mieszkają w krajach nordyckich połączyli siły by stworzyć w 2016 roku ChangeMakers in Slums – startup społecznej innowacji. Wiedząc, jak ważną rolę w zwalczaniu ubóstwa stanowi dostęp do edukacji, postanowili wesprzeć afrykańskie szkoły. Nie robią tego jednak poprzez zbiórki pieniędzy, ale zakładając, poprzez miejscowych, wyszkolonych wcześniej współpracowników, przyszkolne farmy rolne: – Szkoły w Afryce funkcjonują w inny sposób niż w Europie: mają własną ziemię i pracowników, którzy mogliby ją uprawiać. Niestety w obawie przed porażką rezygnują z podjęcia próby załatania dziur w budżecie – przeczytamy na ich stronie. W takiej sytuacji szkoły są niedofinansowane, mogą przyjmować mniej dzieci, a często po prostu upadają. Co więcej rolnictwo to dla afrykańskich szkół nie tylko dodatkowe, poza czesnym od dzieci, źródło dochodu, ale również tanie jedzenie dla uczniów – znacząca część czesnego przeznaczana jest na zakup żywności dla dzieci. Startup dostarczając wiedzę i mikrofinansowanie wspiera szkoły w dążeniu do niezależności finansowej. ChangeMakers in Slums współpracują z lokalnymi instytucjami rolniczymi, ale również dostarczają nieznane w Afryce, rozwiązania optymalizujące koszty prowadzenia upraw: pomagają dobrać odpowiednie dla danego regionu ziarna, uczą produkcji domowych nawozów, niszczenia chwastów czy szczepienia.

Potrzebni niepotrzebni

Wraz z gwałtowną digitalizacją, Argentyna, tak jak większość krajów na świecie, rozpoczęła zmagania z problemem niedoborów wyspecjalizowanych pracowników. Otwierając swoją firmę w 2013 roku, założyciel firmy Arbusta, zastanawiał się, jak rozwiązać problem braku odpowiedniej kadry. i postanowił poszukać pracowników w … slumsach swojego miasta, Buenos Aires. Młodzi ludzie wyszukiwani są poprzez lokalne polecenia, kierowani na podstawowe szkolenia, po ukończeniu których realizują proste zadania (z użyciem komputerów) w firmie. Równolegle do pracy w Arbuście studiują, podnosząc swoje kwalifikacje.

Eksperyment przeszedł wszelkie oczekiwania: obecnie Arbusta zatrudnia w Kolumbii i Argentynie 300 osób, z których aż 95% wywodzi się z “problematycznych dzielnic” i jest jedną z wiodących spółek EdTech Ameryki Łacińskiej.

O swoich perspektywach, zanim trafiła do Arbusty, tak opowiada agencji Reuters: dwudziestoletni mieszkaniec slumsów Medellina – Bryan Estiven Carmona: “Szansa zarobienia szybkich pieniędzy pracując dla mafii narkotykowej, jest zawsze dostępna, zdobycia bardziej uczciwej pracy bardzo niewielka”. Wtóruje mu Ana: “Nie miałam żadnego doświadczenia, nie miałam wyższego wykształcenia. Z takim CV nikt inny nie przyjąłby mnie do pracy”.

Na koniec tego opisu zostawiłam coś najbardziej obiecującego z całego przykładu: w podobny sposób w Medellinie pracowników pozyskuje nie tylko Arbusta, ale wiele innych firm. Oprócz nich w mieście działa wiele startupów i organizacji pożytku publicznego, które wspólnie pchają mieszkańców slumsów w stronę lepszej przyszłości. Sonda Reuters z 2019 roku pokazała, że Medellin był zaraz za Berlinem, Londynem i Santiago w rankingu najlepszych (z największym prawdopodobieństwem odniesienia sukcesu) miejsc na świecie do prowadzenia działań innowacji społecznych.

Na ratunek – aplikacja

Prace brytyjskiego startupu Planet Smart City działającego w obszarze smart city, zostały w ubiegłym roku docenione przez ONZ. Spółka została partnerem UN Habitat, a w ramach tej współpracy startup opracowuje coś niezwykle ważnego, coś, co pomoże mieszkańcom slumsów korzystać z faktu bycia mieszkańcami miasta. To aplikacja, poprzez którą będą z wyprzedzeniem informowani o zagrożeniach (lawiny błotne, trzęsienia ziemi, ulewne deszcze), przeczytać porady dla zapobiegania chorób (szczególnie mocno rozwijające się w pełnych odpadów i gęsto zaludnionych terenach tych obszarów), a także zarezerwować wizytę u lekarza. Narzędzie ma również pomóc w budowaniu lokalnej społeczności wsparcia, m.in. w jego ramach można będzie pożyczyć narzędzia czy zorganizować grupy oszczędnościowe.

Mikromiasta zamiast slumsów

Zdaniem Organizacji Narodów Zjednoczonych w zwiększeniu szans na sukces innowacji społecznych, takich jak wyżej opisane, potrzebne jest realne przyłączenie slumsów do miast. W tym momencie bowiem metropolie nie mogąc poradzić sobie z rozwiązywaniem problemów tak ogromnych mas biedoty, funkcjonują obok nich: nie zapewniając infrastruktury technicznej, komunikacji publicznej, a jednocześnie czerpiąc korzyści z taniej siły roboczej zamieszkującej jego obrzeża. Odpowiedzią ONZ jest przekształcenie w najbliższych latach slumsów w równą setkę tzw. mikromiast (microcities). Mikromiasta mają mieć nie więcej niż 100 tysięcy mieszkanców, własne władze i pracowników miejskich. Dzięki podziałowi na niewielkie jednostki, zarządzanie slumsami ma stać się w końcu zadaniem możliwym do wykonania i prowadzić do stopniowego wyprowadzania dzielnic z biedy. Mikrozarządzanie ma pomóc kontrolować m.in. rolnictwo miejskie, które będzie źródłem wyżywienia i dochodu dla miejscowej ludności. Kolejnym punktem będzie zarządzanie energią w danym mikromieście – kupno i sprzedaż oraz optymalizacja poborów.


Ruta-N – centrum innowacji w sąsiedztwie rozłożonych na wzgórzach otaczających miasto Medellin slumsów (Kolumbia).