Wielkie nadzieje i błąd kalkulacji
Zuckerberg nie owijał w bawełnę. Zwracając się do pracowników Meta, wprost odniósł się do ostatnich miesięcy intensywnych zmian strukturalnych.
– Trajektoria rozwoju systemów agentowych w ciągu ostatnich co najmniej czterech miesięcy tak naprawdę nie przyspieszyła w sposób, jakiego oczekiwaliśmy – wyznał szef firmy, co szczegółowo opisał serwis The Next Web.
Jak wyjaśniał Zuckerberg, kiedy w styczniu i lutym zarząd planował głęboką reorganizację, wewnątrz firmy panował ogromny optymizm. Skok technologiczny takich narzędzi jak Claude Code stworzony przez startup Anthropic wywołał presję czasu. Władze Mety obawiały się, że jeśli nie zaczną działać natychmiast, zostaną w tyle. Dziś Zuckerberg otwarcie mówi o „błędzie kalkulacji” w kontekście ram czasowych, a podjęte wówczas ryzykowne zakłady strukturalne „nie przyniosły jeszcze zakładanych owoców”.
Miliardy dolarów i ludzki koszt restrukturyzacji
Słowa te brzmią szczególnie dotkliwie, jeśli zestawimy je z kosztami, jakie Meta poniosła na drodze do tego celu. Zaledwie w maju firma przeprowadziła masowe zwolnienia, redukując zatrudnienie o około 10 procent – co przełożyło się na odejście blisko 8 000 pracowników. Równocześnie aż 7 000 innych inżynierów i menedżerów zostało przymusowo przesuniętych do nowo utworzonych pionów dedykowanych wyłącznie sztucznej inteligencji.
Te radykalne cięcia i roszady miały zwolnić kapitał na gigantyczne inwestycje infrastrukturalne. Szacuje się, że w samym 2026 roku wydatki kapitałowe Meta na centra danych i układy scalone mogą sięgnąć astronomicznej kwoty 145 miliardów dolarów. Stanowi to lwią część z ponad 700 miliardów dolarów, które globalny sektor Big Tech planuje wpompować w AI w tym roku, o czym informuje Indian Express.
Tak gwałtowne zmiany wywołały jednak potężny opór wewnętrzny i tąpnięcie morale zespołu. Jak donosił magazyn Wired, pracownicy nowo powstałego pionu Applied AI opisywali przejście jako chaotyczne, a niektórzy wprost nazywali je w wewnętrznych wiadomościach „gułagiem”. Dyrektor ds. technologii (CTO) Meta, Andrew Bosworth, przyznał wprost, że kierownictwo wykonało „koszmarną” robotę pod kątem komunikacji i wyjaśnienia pracownikom długofalowej wizji tych zmian, co podkopało wzajemne zaufanie (szczegóły opisuje portal India Today).
Kontrowersyjne metody i krok w tył
Problemy technologiczne i komunikacyjne to nie wszystko. Presja na szybkie trenowanie agentów AI popchnęła Metę do wdrożenia kontrowersyjnego oprogramowania śledzącego ruchy myszy i aktywność cyfrową własnych pracowników na komputerach służbowych. Program ten spotkał się z ogromnym oburzeniem z uwagi na prywatność oraz ryzyko wycieku wrażliwych danych.
Podczas tego samego spotkania town hall, CTO Andrew Bosworth uspokajał, że audyt bezpieczeństwa nie wykazał, by prywatne dane pracowników trafiły do modeli szkoleniowych. Oprogramowanie zostało tymczasowo wstrzymane, a jego ewentualny powrót ma opierać się wyłącznie na zasadzie dobrowolności (opt-in). To całkowity zwrot akcji, ponieważ jeszcze w kwietniu Amerykanom zatrudnionym w Meta komunikowano, że z systemu monitoringu nie da się wypisać.
Zmiana tempa, ale kurs ten sam
Choć Mark Zuckerberg zafundował rynkowi kubek zimnej wody, tonując nastroje wokół natychmiastowej autonomizacji pracy, Meta nie zamierza rezygnować ze swojej ścieżki. Spółka sukcesywnie rozwija prostsze narzędzia użytkowe – czego przykładem jest globalne wdrożenie Meta Business Agent na platformach Instagram, Messenger i WhatsApp do automatyzacji podstawowej obsługi klienta, na co zwraca uwagę TradingView.
Szef Meta zachowuje umiarkowany optymizm i twierdzi, że pierwsze wymierne oraz bardziej znaczące korzyści finansowe i operacyjne z gigantycznych inwestycji w AI zaczną pojawiać się w bilansach firmy w perspektywie najbliższych trzech do sześciu miesięcy. Obok wystąpienia Zuckerberga nie warto jednak przechodzić obojętnie. Pokazuje ono, że przejście od generowania tekstu (LLM) do w pełni samodzielnych, bezbłędnych agentów wykonujących złożone zadania to proces wymagający czasu, którego nie da się bezkarnie przyspieszyć samymi nakładami finansowymi czy agresywnymi roszadami kadrowymi. Dokładnie w tym punkcie Dolina Krzemowa zderzyła się z technologiczną ścianą realnych możliwości kodu.