Oświetlenie ma znaczenie. Przetestowaliśmy żarówki Philips Hue podczas home office

Udostępnij:
Jeśli wydaje ci się, że do pracy zdalnej wystarczy kawałek biura, ergonomiczne krzesło i dobre słuchawki, to jesteś w błędzie. Niebagatelne znaczenie ma jakość oświetlenia w naszym domu, które powinno sprzyjać efektywności.

To prawda - stajemy się coraz bardziej świadomi, jeśli chodzi o nasze warunki pracy. Zaczynamy dbać o prawidłową postawę, ergonomiczne sprzęty i inne narzędzia, które mają ułatwiać nam pracę w domowych warunkach. Rzadko jednak zastanawiamy się, czy nasza przestrzeń do działania w trybie home office jest odpowiednio oświetlona. Warto wiedzieć, że nie każda lampa i żarówka jest dobra dla naszych oczu i nie zawsze sprzyja skupieniu.

Postanowiliśmy przetestować rozwiązanie, które ma zagwarantować nam prawidłowe warunki do pracy zdalnej. Nam przede wszystkim zależało nam na tym, aby w jednym pomieszczeniu móc uzyskać rożne rodzaje oświetlenia - tak, aby po skończonej pracy móc znów zamienić nasze "biuro" w dom. Wybór padł na żarówki Philips Hue. Jak się sprawdziły?

Zacznijmy od początku - do testów otrzymaliśmy zestaw startowy (mostek+ pilot) z trzema żarówkami z serii "White and color ambiance" (gwint GU10). Producent zapewnia, że dzięki automatyzacji oświetlenia Philips Hue jest idealnym elementem inteligentnego domu. Faktycznie, działanie tego sprzętu jest bardzo wygodne - wystarczy wkręcić żarówki, podłączyć mostek do routera i zainstalować aplikację.

Dzięki aplikacji ustawiamy odpowiednie sceny z rodzajami oświetlenia. W ten sposób nie tylko wybieramy, w których pomieszczeniach chcemy zdalnie włączyć światło, ale też decydujemy o zabarwieniu i poziomie jasności.

Do wyboru mamy kilka gotowych rodzajów scen, które odpowiadają różnym celon - niektóre sprzyjają produktywności, inne przynoszą równowagę, jeszcze inne są stworzone do czytania. Takie zmiany o ściśle określonej porze mają fizycznie i psychicznie oddzielić pracę od życia prywatnego.

Jak to działa? Wystarczy w aplikacji Philips Hue stworzyć odpowiednią rutynę, dzięki której sceny oświetleniowe będą automatycznie aktywowane zgodnie z harmonogramem dnia. Oświetlenie w kuchni może uruchomić scenę Energia, by zmotywować do działania o poranku, podczas gdy światła w domowym biurze mogą każdego dnia o godzinie 8 włączać scenę Koncentracja. Akurat między tymi dwoma programami jest niewielka różnica, jeśli chodzi o jasność i kolor światła (chłodne, jasne światło), ale faktycznie zauważyliśmy, że mózg przestawia się trochę na inne tory.

Za to na wieczór, po pracy, włączaliśmy bardziej "szalone" oświetlenie - np. różowy tryb Wiosenny kwiat, czyli bardzo ciepły (wręcz czerwony) odcień pod tytułem Zachód słońca na sawannie. Wybrane sceny tworzyły bardzo relaksujący, wyjątkowy klimat - w sam raz żeby ocieplić chłodny, jesienny wieczór.

Philips Hue daje również możliwość wstawania wraz z "promieniami słońca", a raczej z rozświetlającą się powoli lampą Hue Go. W tym celu trzeba ustawić w aplikacji Philips Hue własną rutynę - funkcja uruchomi oświetlenie o określonej porze. Przez 30 minut może zwiększać jasność światła, co stworzy idealne warunki do naturalnej, przyjemnej pobudki.

Zbyt krótko testowaliśmy to rozwiązanie, aby przekonać się, że organizm sam zacznie przestawiać się na odpowiednie godziny wstawania, ale wierzymy, że jest to prawdopodobne.

Lampa Philips Hue G0

Sam zestaw startowy Philips Hue White and Color Ambiance można kupić już za ok. 600 zł, a przenośną lampę Hue Go za ok. 300 zł. Czy warto? Jest to fajny i wygodny w obsłudze gadżet, który z pewnością ułatwia funkcjonowanie w trybie home office. Jednak czy jest nam niezbędny? Jeszcze nie jestem co do tego w 100% przekonana.