Trzy wypalenia zawodowe uświadomiły mi, że żadne pieniądze nie są cenniejsze od mojego zdrowia – Wojciech Jurojć

Dodane: 22.09.2021

Kasia Krogulec

Udostępnij:

– Wielu ludzi myśli, że pójdzie pobiegać, zajmie się jogą, poćwiczy na siłowni i ten stres minie. Ale stres odkłada się na różnych poziomach i to jest ogromny problem dzisiejszych pracowników. Chcę jasno zaznaczyć: nie da się „wytrzepać” stresu poprzez sport. Negatywne emocje głęboko zadamawiają się w naszym ciele, a dodatkowo mocno tkwią w naszej podświadomości – mówi Wojciech Jurojć, zajmujący się zawodowo technikami oddechowymi i zdrowiem mentalnym.

Wojciech Jurojć przepracował 7 lat w korporacjach. Prowadził także różne międzynarodowe projekty w Azji. Po trudnych doświadczeniach postanowił zająć się work-life integration, by pomagać pracownikom korporacji zadbać o swój dobrostan emocjonalny. Rozmawiamy o tym, jak zachować harmonię w pędzącym świecie.

Jak wyglądała Twoja kariera?

Wojciech Jurojć: Moja ścieżka kariery jest dosyć zawiła, bo większość mojego życia jest związana z Azją Płd.-Wsch. Przez rok pracowałem w Tajlandii, zaraz po studiach. W Azji pracuje się zupełnie inaczej, przede wszystkim wolniej. Ludzie są opanowani i spokojni, wszystko płynie swoim tempem. Problemy zaczęły się, kiedy momentalnie wpadłem w wir pracy w Polsce. Wróciłem do kraju i trafiłem do jednej z warszawskich firm, gdzie znalazłem zatrudnienie w dziale sprzedaży. Stresowałem się każdym przyjściem do pracy. Managerka była bardzo narcystyczna, nie lubiła kiedy chodziliśmy na przerwy, nawet lunchowe.

Miałem wtedy 24 lata. Przywiozłem z Tajlandii spokój, a tutaj zostałem przygnieciony przez polską rzeczywistość. Z drugiej strony ciążyła na mnie presja społeczeństwa i rodziny – trzeba mieć pieniądze. Nie znałem wtedy technik relaksacji, nie wiedziałem jak pracować z ciałem i umysłem. Po paru miesiącach miałem ból ciała, w tym bóle szyi i szczękościski. Odbił się na moim zdrowiu brak czasu dla siebie i stres. Pewnego dnia wziąłem wolne na parę dni, bo nie mogłem wstać z łóżka. Z drugiej strony było mi bardzo wstyd, że jestem taki młody, dużo ćwiczę, gram w piłkę, a czuję się fatalnie. Poczytałem trochę i doszedłem do wniosku, że to jest wypalenie zawodowe. Musiałem poszukać nowej pracy, ale dopiero jak znalazłem nową, to rzuciłem tę starą.

Nie myślałeś o tym, żeby porozmawiać z szefem?

Nie umiałem wtedy wyznaczać granic. Uważałem, że każdy mój sprzeciw przybliża mnie do zwolnienia z pracy. Takie wypalenia miałem trzy, a to było z nich najmocniejsze. Zmieniło moje życie o 180 stopni. Zacząłem interesować się wtedy zdrowiem mentalnym, dbaniem o siebie na poziomie fizycznym i świadomościowym.

Potem pracowałem w jeszcze jednej, międzynarodowej korporacji w Czechach. Tam było dużo lepiej. Ale po trzech latach pracy na deadlinach, taskach, forecastach i zdobywaniu wysokich targetów, dopadło mnie drugie wypalenie zawodowe. Nic mi się nie chciało, byłem bardzo apatyczny, miałem stany lękowe, nie zwracałem uwagi na swój wygląd zewnętrzny. Ciało po raz kolejny pokazywało, że coś jest nie tak: szczękościsk, bóle pleców i szyi, trzęsienie rąk, problemy z zasypianiem i koszmary senne. Podjąłem decyzję, że kupię bilet w jedną stronę do Azji Płd.-Wsch. Tam szukałem kolejnej pracy i nowych wyzwań. Otworzyłem wraz ze wspólnikiem swoją firmę związaną z podróżami i turystyką wellbeing.

Było lepiej?

Po paru latach życia takiego, jak chciałem, na własnych zasadach, znów złapałem się w pułapkę. Tym razem w pracy na swoim. Kiedy jesteś swoim szefem, musisz wszystko robić sam, zadzwonić do klienta, przeprowadzać projekty itd. Po roku codziennej pracy zauważyłem, że ciężko mi odpoczywać. Praktycznie nie umiałem się zrelaksować. Znów dopadło mnie wypalenie z podobnymi objawami, ale na szczęście już nie tak dotkliwe. Doszło do tego, że budziłem się z gorączką w środku lata. Stres był na tak wysokim poziomie, tylko ja go nie zauważałem. Wmawiałem sobie, że klient nie może poczekać.

Czy będąc po raz pierwszy w Azji, zetknąłeś się z technikami relaksacyjnymi?

Byłem bardzo młody. Wiedziałem o medytacji i o tym, że trzeba zwalniać, ale nic nie stosowałem poza grą w piłkę. Wielu ludzi myśli, że pójdzie pobiegać, zajmie się jogą, poćwiczy na siłowni i ten stres minie. Ale stres odkłada się na różnych poziomach i to jest ogromny problem dzisiejszych pracowników. Chcę jasno zaznaczyć: nie da się „wytrzepać” stresu poprzez sport. Negatywne emocje głęboko zadamawiają się w naszym ciele, a dodatkowo mocno tkwią w naszej podświadomości.

Co możemy zrobić, żeby ten nagromadzony stres usunąć?

Musimy dbać o ciało umysł i świadomość bardziej holistycznie. Poza ruchem jest nam potrzebne czytanie książek, przelewanie emocji na papier, medytacja, czy wizualizacje. Na poziom świadomościowy i emocjonalny polecam ćwiczenia oddechowe. Oddech i sen to są dwa narzędzia, które regulują nasz system immunologiczny. Każdy z nas je ma, ale nie każdy ich używa, albo wie jak ich używać.

Możemy mieć np. bardzo stresujący miesiąc, przeżyć go, przejść bezobjawowo, a dopiero za jakiś czas nasze ciało i psychika dają o sobie znać. To jest postresowa reakcja organizmu.

Bez nawyku i profilaktyki nie pomożemy sobie. Musimy wszystko wyćwiczyć, żeby ten mechanizm działał skutecznie. Sam często się poddawałem. Po tygodniu nawyk nie jest jeszcze zakotwiczony, trzeba być bardzo wytrwałym. Czasem nie widzimy, że jesteśmy stale na adrenalinie. Na co dzień dostajemy mnóstwo dystraktorów, które nasz mózg musi przetworzyć. Zdarza się, że podczas odpoczynku nad morzem, czy spaceru korci nas, żeby wziąć telefon do ręki. Nie potrafimy być samemu ze sobą.

Czy za trzecim razem długo nosiłeś się z myślą o porzuceniu pracy?

Nie obawiałem się o finanse, ale miałem takie myśli, że nie powinienem, stracę wszystko, na co tak ciężko pracowałem. Ale kiedy robimy pierwszy krok, to życie samo się układa i podpowiada nam następne. Sprzedałem udziały w swojej firmie. Wiedziałem, że inną pracę zawsze znajdę, ale najważniejsze jest zadbanie o zdrowie. Tego balansu uczę się cały czas. Moi znajomi z korporacji przeżywali kryzysy psychiczne o wiele gorsze. Mój przypadek jest naprawdę lżejszego kalibru. Zgłosiłem się nawet po pomoc do psychologa. Zrozumiałem, że zawsze mogę coś zakończyć, jeśli mi to nie odpowiada. Oczyszczająca okazała się również myśl, że nie jestem nikomu nic winny. Jeśli nie czuję się dobrze, nie mogę dbać o innych.

Czy pamiętasz dzień, kiedy pomyślałeś, że możesz zarabiać na tym, co odkryłeś dla siebie?

Wcześniej organizowałem wyjazdy do Azji dla wąskich grup ludzi, gdzie pokazywałem im kulturę Tajlandii. Marzyłem o tym, by dać klientom coś więcej niż turystykę. W tym czasie zacząłem łączyć wyjazdy z wellbeingiem, żeby miały większą wartość. Chciałem, żeby ludzie łatwiej mogli odpiąć wrotki i wyluzować. Jako przewodnik potrafię wszystko wyważyć, ponieważ wiem, na czym polega praca w korporacji i czego potrzebuje pracownik.

Uczyłeś się medytacji od mnichów?

Tak, zdarzało się w Laosie, w Indiach i w Tajlandii. Jeden z moich przyjaciół jest nawet mnichem. Chłonąłem od nich tyle, ile się dało.

Czy twoja obecna praca jest dla Ciebie stresująca?

Każda praca jest stresująca (śmiech). Ale ta daje mi mnóstwo satysfakcji, uczy pokory i ja sam cały czas uczę się, żeby odpuszczać. Byłem kiedyś perfekcjonistą, ale na szczęście mi przeszło. Oczywiście zawsze jest pokusa, żeby mieć więcej klientów, zrobić więcej projektów. Czuwam nad tym, żeby ten balans był zachowany. Często ze szkodą finansową, ale za to ze spokojną głową.

Jakie masz rytuały?

Zaczynam od zimnego prysznica, potem robię 5-10 minut ćwiczeń oddechowych, bo tlen dodaje nam energii. Potem wykonuję ćwiczenia rozciągające, a następnie czytam i spisuję swoje emocje na papier albo wypełniam dzienniczek, gdzie piszę swoje przemyślenia.

Czy ma znaczenie, co czytamy rano? Czytasz książki rozwojowe?

Różnie. Kiedyś czytałem książki rozwojowe, ale teraz sięgam po biografie sportowców, historię, albo kultury różnych krajów.

W jakim momencie swojego życia przychodzą do Ciebie klienci?

Zgłaszają się do mnie klienci, którzy czują, że dzieje się z nimi niedobrego, a jednocześnie nie wiedzą, od czego zacząć, by sobie pomóc, ani co im w ogóle pomoże. Zawsze im mówię, żeby zaczęli od dwóch rzeczy: jest to oddech i sen.

Jaki objaw powinien być tym alarmującym, że powinniśmy szukać pomocy?

Są przeróżne symptomy. Czasem jest to apatia, negatywne myśli, niechęć do pracy. Jest tego całkiem sporo.

Jak odróżnić zły humor od tego, że naprawdę źle się dzieje?

Trzeba się  obserwować. Jeśli ten nastrój trwa dłużej niż dwa tygodnie, to znaczy, że mamy problem. Zwracajmy również uwagę na swoje ciało. Jeśli pomimo aktywności fizycznej odczuwamy bóle, to może oznaczać, że psychika się buntuje. Sprawdźmy, czy nie mamy szczękościsku, czy nasz kark i ramiona nie są napięte. U kobiet często pojawiają się nawracające migreny. Nie myślmy, że odpoczniemy po śmierci. W naszej kulturze mówi się też, że spanie długo jest dla leniuchów, ale każdy z nas ma inne zapotrzebowanie na sen. Dopasujmy się do tego, co podpowiada nam organizm. Ważny jest także świadomy oddech i pobycie samemu bez telefonu. Róbmy takie ćwiczenia choćby 5-10 minut dziennie, to nam naprawdę ratuje życie i zdrowie.

Przeczytaj inne wywiady z serii #OcaleniWypaleni