Uber zapłaci 4,4 mln dolarów grzywny za sprawy związane z molestowaniem seksualnym

uber zaplaci 44 mln dolarow grzywny za sprawy zwiazane z molestowaniem seksualnym
Udostępnij:
Uber zgodził się zapłacić grzywnę w wysokości 4,4 mln dolarów, która została na niego nałożona w 2017 roku przez amerykańską Komisję Równych Szans Zatrudnienia. Powodem była dyskryminacja w firmie ze względu na płeć , molestowanie.

Dochodzenie wykazało, że istnieją uzasadnione powody, aby sądzić, że Uber „zezwolił na kulturę molestowania seksualnego i odwetu wobec osób, które złożyły skargę na takie molestowanie" czytamy w komunikacie prasowym EEOC, które wszczęło dochodzenie w związku z doniesieniami dotyczącymi zarzutów wobec Ubera pod kierownictwem ówczesnego dyrektora generalnego Travisa Kalanicka.

– Ciężko pracowaliśmy, aby zapewnić wszystkim pracownikom możliwość rozwoju w firmie Uber, stawiając sprawiedliwość i odpowiedzialność w centrum tego, kim jesteśmy i co robimy. Jestem niezmiernie zadowolony, że byliśmy w stanie współpracować z EEOC w celu dalszego wzmacniania tych wysiłków – powiedział dyrektor ds. prawnych Uber, Tony West w oświadczeniu.

W ramach ugody Uber podzieli 4,4 miliona dolarów między wszystkich, którzy w Uberze doświadczyli molestowania seksualnego i/lub zemsty w związku z doniesieniem o tym procederze po 1 stycznia 2014 roku. Uber zgodził się również ustanowić system identyfikacji pracowników, którzy byli przedmiotem więcej niż jednej skargi o molestowanie, jak również zidentyfikować kierowników, którzy nie zareagowali na problemy związane z molestowaniem seksualnym w odpowiednim czasie.

Przez najbliższe trzy lata Uber będzie również monitorowany przez byłego komisarza EEOC Freda Alvareza.

– Porozumienie to pociągnie Ubera do odpowiedzialności, a w przyszłości pozwoli mu wprowadzać innowacje i przekształcać przemysł technologiczny, modelując skuteczne środki przeciwko molestowaniu seksualnemu – powiedziała komisarz EEOC Victoria Lipnic w oświadczeniu.

Sposób na problemy Ubera

Rozwiązaniem na problemy ubera, które pojawiły się po tym, jak firma zaostała oskarżona o pojawiające się akty molestowania, miała być zmiana dyrektora generalnego. I tak w 2017 roku z tego stanowiska odszedł Travis Kalanick, a jego miejsce zajął Dara Khosrowshahi. – Kocham Ubera bardziej niż cokolwiek na świecie i w tym trudnym momencie w moim życiu zaakceptowałem żądanie inwestorów odnośnie ustąpienia ze stanowiska, by Uber mógł wrócić do budowania zamiast rozpraszać się kolejnymi walkami – powiedział wtedy Kalanick.

Jednocześnie firma bardzo mocno położyła na rozwój systemów bezpieczeństwa. W zeszłym miesiącu informowaliśmy, że Uber wprowadza nową opcję, dzięki której pasażerowie zamawiając przejazd z góry będą wiedzieli już nie tylko to ile zapłacą, ale również to, jaką dokładnie trasą pojadą. Jeżeli w traci jazdy droga ulegnie zmianie, aplikacja zapyta pasażera, czy zmiana planów była planowana. Jeśli nie aplikacja połączy z odpowiednimi służbami.

Również w zeszłym miesiącu pojawiła się informacja o kolejnej funkcjonalności. Tym razem aplikacja zapyta pasażera czy wszystko jest w porządku w przypadku, kiedy samochód zatrzyma się na trasie na dłużysz moment. Podobnie jak w poprzednim przykładzie pasażer będzie mógł dać znać, czy wszystko jest w porządku, a jeśli nie, to zostaną powiadomione odpowiednie jednostki.

To wszystko brzmi bardzo optymistycznie, jednak statystyki są bezlitosne. Tylko pomiędzy 2017, a 2018 rokiem w Stanach Zjednoczonych pojawiło się blisko 6 tys. zgłoszeń ataków seksualnych w Uberze. W międzyczasie Uber stracił licencję na przejazdy w Londynie, ponieważ urzędnicy dopatrzyli się aż 14 tys.  nieprawidłowości związanych z brakiem odpowiednich uprawnień kierowców.

Wygląda na to, że Uber jeszcze przez jakiś czas będzie wychodził z tarapatów, w które wpadł w 2014 roku. Widać, że firma robi co może, żeby zapewnić bezpieczeństwo w swoich pojazdach, jednak jeszcze sporo pracy przed nią.