Do jednego z polskich startupów, który później upadł napisał prawnik z Facebooka i zażądał zaprzestania działań. Zagroził też procesem i tym, że członkowie startupu i ich rodziny nie będą już mogli korzystać z Facebooka. Jak kończyły się historie innych polskich startupów?

W naszej bazie startupów, która jest zbiorem przedsięwzięć internetowych, znajduje się blisko 542 projektów. Co jakiś czas Czytelnicy przysyłają na skrzynkę redakcji prośby o usunięcie wpisów, bo są już nieaktualne. Najczęściej powodem przez nich podawanym jest to, że projekty nie są po prostu dalej rozwijane. Sprawdziliśmy dlaczego.

Dlaczego polskie startupy upadają?

Przejrzenie listy 542 projektów nie należało do łatwych i zajęło sporo czasu. Trudno było przede wszystkim dotrzeć do osób odpowiedzialnych za te startupy, które działały na rynku kilka lat temu. Niektórzy rozmówcy odmawiali, nie chcieli komentować porażki swojego projektu. Drudzy mówili o powodach, których zabraniali ujawniać. Mimo wielu trudności, dotarliśmy do części twórców startupów, które nie odniosły sukcesu. Efekty tych rozmów przerosły nasze oczekiwania.

Za pomocą tego małego testu chcieliśmy dowiedzieć się, dlaczego założyciele podjęli decyzje o zamknięciu danego projektu. Pomyśleliśmy, że pokaże nam to główną przyczynę upadku polskich startupów. Drugim celem było poznanie rynku sprzed kilku lat i pokazanie dzisiejszym startupowcom, dlaczego wtedy taki projekt nie miał racji bytu. Być może zainspiruje to kogoś do działania i zrealizuje dawniej niedziałający pomysł. Efekty naszej pracy możecie zobaczyć na poniższej liście.

1. DobrzeJem

DobrzeJem wspierał układanie diet. Każdemu użytkownikowi za darmo pomagał w utworzeniu diety, zgodnie z aktualnymi zaleceniami. W serwisie można było też znaleźć przykładowe diety, przepisy, videoporadniki i ciekawostki. Na dobrzejem.pl mogliśmy też znaleźć najnowsze doniesienia dotyczące żywienia, oryginalne artykuły na tematy żywieniowe. Projekt, który miał premierę w 2011 roku i od strony programistycznej stworzyła zewnętrzna firma. Powstał z oszczędności absolwenta Technologii Żywności i Żywienia Człowieka w SGGW w Warszawie. Miał zarabiać na reklamach zamieszczonych w serwisie oraz na płatnej usłudze jaką była “analiza diety”. Za jej pomocą użytkownik otrzymywał zestawienie, jak dotychczasowy sposób odżywania wpływał na jego zdrowie. Dlaczego DobrzeJem nie jest dalej rozwijane?

– Nie maiłem czasu, ale mam zapisany projekt, więc może do niego wrócę, pod inną domeną. Na tę chwilę jest to koszt czasowy nieadekwatny do oczekiwanego celu. Cały czas jestem w branży tożsamej z serwisem, który prowadziłem – mówi Arkadiusz Tuwalski, pomysłodawca DobrzeJem.

2. Bambo app

Tę aplikację dla dzieci stworzyła Aneta Karbowiak, programistka-samouk. Po narodzinach dwójki dzieci postanowiła ułatwić im naukę liczb i kształtów właśnie poprzez samodzielnie stworzoną aplikację. Ta, opierając się na popularnym wierszu Juliana Tuwima, pokazywała i tłumaczyła znaczenie liczb i nazwy kształtów. Aplikacja powstała na system iOS i przez kilka miesięcy służyła dzieciakom jako bajkowy przewodnik. Jej główną zaletą była intuicyjność i lektor, który ciepłym głosem prowadził małych użytkowników przez kolejne ekrany programu. Aplikacja przynosiła jednak małe zyski (ok. dwustu dolarów w ciągu roku).

– Nie kontynuowałam robienia aplikacji, ponieważ bez wydania pieniędzy na reklamę produktu nie można spodziewać się zbytniego sukcesu. Muszę też przyznać, że to był mój pierwszy i bardzo amatorski projekt i wydawanie pieniędzy na reklamowanie czegoś, co nie jest naprawdę super, nie miało sensu. Oczywiście jestem dumna z tego, że jako samouk moja aplikacja trafiła do App Store i chciałam później stworzyć jakąś poważniejszą, ale tak naprawdę to brakowało mi kontaktu z kimś bardziej doświadczonym, z większą wiedzą w zakresie kodowania. Nie można się wszystkiego dowiedzieć z książek, a na różnych forach ludzie nie zawsze są pomocni. Kurs kodowania jest pewnie dostępny tylko w niektórych wielkich miastach, a online nie zawsze można znaleźć rozwiązanie problemu. Jednym slowem - izolacja – mówi Aneta Karbowiak, pomysłodawczyni Bambo app.

3. MojMakeUp

MojMakeUp był projektem dwójki pasjonatów: studentki ASP w Katowicach, Elżbiety Bukowińskiej oraz absolwenta informatyki, Sylwestra Rogalskiego. Wystartował w lipcu 2011 roku, z własnych środków i miał ułatwiać dzielenie się radami dotyczącymi makijażu. Twórcy nazywali MojMakeUp galerią makijaży stworzoną dla profesjonalnych i początkujących wizażystek oraz wszystkich osób zainteresowanych wykonaniem makijażu. Oprócz zdjęć makijażu w zbiorze znajdowały się opisy jak go wykonać. MojMakeUp był też portalem społecznościowym, bo udostępniał możliwość oceniania zdjęć, komentowania, obserwowania użytkowników i kontaktowania się z nimi.

– Serwis był założony przeze mnie i mojego obecnego męża. Myślę, że pomysł był bardzo ciekawy i projekt miał szanse na powodzenie, nawet zebraliśmy sporo użytkowników, były organizowane konkursy z nagrodami od sponsorów. Zabrakło jednak kilku rzeczy. Na pewno dobrego pomysłu na finansowanie, ponieważ zarobki z reklam były dużo mniejsze, niż się spodziewaliśmy. Nie mieliśmy też aż tylu umiejętności, żeby zdobyć finansowanie od sponsorów. Zabrakło na pewno doświadczenia związanego z marketingiem, promocją i pełnego zaangażowania w projekt. Myślę, że na tamten czas sukces nie był po prostu możliwy z taką wiedzą i umiejętnościami jakie posiadaliśmy. Jednak ogromnie dużo się nauczyliśmy i było to bardzo cenne doświadczenie – mówi Elżbieta Bukowińska, współzałożycielka MojMakeUp.

4. Xerch

Xerch był pierwszym zintegrowanym automatem zakupowym. Pozwalał w jednym miejscu przeszukać dziesiątki serwisów e-commerce dostępnych w polskim internecie. Startup, automatyzując proces wyszukiwania, oszczędzał przede wszystkim czas użytkownika. Nie trzeba było już codziennie przeglądać wielu stron z ofertami nieruchomości, bo “Zakładka Xerch” robiła to za nas i wysyła maila z powiadomieniem, gdy tylko pojawi się nowy wynik. Startup miał zarabiać na wyświetlanych w serwisie reklamach i prowizjach od transakcji. Zarobki nie pozwoliły jednak na utrzymanie się na rynku.

– Serwis, który odpaliliśmy pochłonął duże środki (graficy, programiści). Udało nam się go utrzymać jedynie przez trzy miesiące, ponieważ nie zostało już nic w budżecie założycielskim, a pozyskanie w Polsce inwestora było bardzo ciężkie. Woleli oni inwestować w bardziej bezpieczne i pewne biznesy, niż w internetowe startupy w opcji seed’owej. Większość kapitałów wymaga wyników finansowych i predykcji opartych na dotychczasowej działalności – o powodach zakończenia działalności Xerch powiedział nam Rafał Grabowski, współtwórca projektu.

5. DartTrax

DartTrax miał pośredniczyć w komunikacji między reklamodawcą a wydawcą. Dzięki niemu, właściciele stron fanowskich na Facebooku mogli na nich zarabiać. DartTrax zwiększał atrakcyjność stron, dzięki dodatkowej treści w postaci zamówionych kampanii. Właściciel fanpage’a sam ustalał cenę wpisów i selekcjonował treści, które po akceptacji były automatycznie publikowane. Na współpracy korzystali też reklamodawcy, którzy promowali swoje marki wśród fanów popularnych fanpagey. Za pomocą serwisu DartTrax mogli dotrzeć ”nawet do milionów użytkowników” i budować zaangażowanie wokół marki. Dlaczego projekt upadł?

– Niestety był nie w smak Facebookowi. Mimo że zrobiliśmy dogłębną analizę prawną regulaminów i zasad, niespełna miesiąc po starcie otrzymaliśmy oficjalne pismo od kancelarii obsługującej Facebooka. Było wezwaniem do natychmiastowego zaprzestania działalności, zawieszeniu strony usunięciu ze swoich serwerów plików i przekazaniu ich do Facebooka, pod groźbą deportowania na proces do Stanów Zjednoczonych oraz odcięcia nas, naszych rodzin i pracowników na zawsze od dostępu do Facebooka. Skończyło się tak, że zamknęliśmy serwis, bo i tak jedna zmiana w ich regulaminie zabiłaby nas. Szkoda, bo na pracy dobrych administratorów zarabia tylko FB. My byliśmy gotowi dzielić się udziałami, bo do tej pory FB nie pozwala monetyzować ruchu, tak jak umożliwia to YouTube – mówi Tomasz Chołast, jeden z założycieli DartTrax.

6. Meczor

Tę internetową ligę typerów samodzielnie tworzył Tomasz Zych - grafik komputerowy, rysownik, inżynier informatyki. Liga była stworzona dla ludzi obstawiających mecze piłkarskie, którzy mogli to robić bez ponoszenia kosztów (w przeciwieństwie do bukmachera). Prócz klasycznego typowania meczów, serwis umożliwiał rywalizację między graczami z podziałem na poszczególne ligi, zdobywanie "achievmentów" za serie trafień, zdarzenia, eventy dodatkowe. Wszystko miało charakter pseudogry internetowej, a nie obstawiania meczy na podstawie chłodnych analiz i statystyk. Jej głównym założeniem była możliwość poćwiczenia swoich umiejętności przewidywania przebiegów meczów. Gra online, nad którą pracował Tomasz Zych, miała być oparta na zasadach bukmacherskich i zachęcić do uczestnictwa osoby mniej obeznane w futbolu.

– Projekt nie jest rozwijany z raczej typowego powodu - brak czasu. Ciągle trzymam niedokończone grafiki i "game doc" Meczora gdzieś na dysku. Miałem masę pomysłów, jak zrobić z dość "nudnego" tematu obstawiania meczy fajną zabawę z rywalizacją. Głównym problemem było to, że jako hobbistycznie programujący grafik, nie miałem podstaw do dobrej realizacji projektu ze strony back-endowej. Demo, które uruchomiliśmy w sieci spodobało się ludziom, ale wymagało przepisania przez doświadczonego programistę. Temat ciągle mam z tyłu głowy, ale priorytet mają na ten moment praca i moja działalność artystyczna. PS Aha nie to, że startup był nieudany. Wszak chciano nas kupić za 2 000 zł – mówi Tomasz Zych, pomysłodawca Meczora.

7. Caartoo

Caartoo było aplikacją mobilną umożliwiającą przechowywanie kart lojalnościowych w telefonie. Dzięki niej łatwiej było zbierać punkty za zakupy, a właścicielom restauracji ułatwiało kontakt z klientami. Mogli oferować im zniżki i zachęcać do odwiedzenia swojego lokalu na wiele innych sposobów. Aby jednak klienci mogli dodać kolejną kartę lojalnościową, musieli ją sfotografować. Dopiero później Cartoo wprowadziło możliwość tworzenia elektronicznych kart lojalnościowych, by jeszcze łatwiej można było je przenieść na urządzenie mobilne. W 2013 roku twórcy aplikacji udostępnili program na trzeciej platformie - Windows Phone. Wcześniej była dostępna tylko na system iOS i Android. Zespół aplikacji miał siedzibę w Gliwicach, a kierowali nim Rafael Moucka - CEO i Matthew Halaba - CTO.

– Trudno powiedzieć, że caartoo okazało się porażką – sam pomysł na biznes był dobry i miał duży potencjał. To my popełniliśmy wiele błędów, które wpłynęły na niepowodzenie tego projektu. Przede wszystkim działaliśmy zbyt wolno – proces realizacji pomysłu trwał zbyt długo. W wyniku tego po prostu wyprzedziła nas konkurencja. Nie widzieliśmy sensu rywalizacji z nią, szczególnie, że miała duże zaplecze finansowe, dlatego ostatecznie zrezygnowaliśmy z dalszego rozwijania projektu. Z perspektywy czasu wiem, że realizując ten pomysł dziś, działałbym zupełnie inaczej. Przykład caartoo pokazał mi, że w biznesach internetowych, technologicznych, otoczenie zmienia się w ekspresowym tempie, pojawia się konkurencja, rozwijają technologie. Nie można więc zbyt długo czekać - także jeśli projekt nie osiąga szybkiej zyskowności. Dziś kieruję się zasadami Leszka Czarneckiego – inwestując w jakikolwiek pomysł staram się wkładać w niego minimum środków i działać bardzo dynamicznie, by jak najszybciej osiągnąć break event point. Jestem przekonany, że projekty internetowe powinny szybko osiągać zamierzone wyniki – jeśli to nie udaje się, a pomysł nie rokuje, jestem w stanie zrezygnować z nich już po kilku miesiącach pracy. Równocześnie staram się na tyle strategicznie lokować zasoby, by ewentualna porażka projektu nie pociągnęła za sobą strat dla innych, rozwijanych przeze mnie pomysłów. Caartoo było dla mnie ważnym doświadczeniem i wiele mnie nauczyło – przede wszystkim tego, że w biznesie bardziej od perfekcjonizmu liczy się sprawność i szybkość działania. Dążąc do idealnych rozwiązań zazwyczaj nie udaje nam się ich ukończyć lub wyprzedza nas konkurencja. Dokładnie tak było w przypadku caartoo – mówi Rafael Moucka, jeden z pomysłodawców caartoo.

8. Niepowaznie

To był portal rozrywkowy. Dawał użytkownikom “niespotykane do tej pory w polskim internecie funkcjonalności”. Najważniejszą z nich była możliwość montowania materiałów. Użytkownik Niepoważne wybierał z galerii klip wideo, grę lub kartkę internetową, wycinał ze swojego zdjęcia głowę i przeciągał ją na wybrany materiał. Następnie mógł wysłać go mailem, wrzucić na FB lub zamówić gadżet w sklepie internetowym. Każdy materiał był przygotowany przez zespół grafików, filmowców, programistów, zrzeszonych w zespole Niepowazne.pl. Powód zaprzestania prac nad nim był jeden.

– Popełniliśmy klasyczny błąd, który dotyka wiele startupów, tzn. postawiliśmy na jak największy zakres, sądząc, że wiemy, co zostanie docenione przez użytkowników. Dodam, że wzorowaliśmy się na portalu amerykańskim i byliśmy przekonani, że coś, co sprawdza się za oceanem, przyjmie się u nas w tej samej postaci. Tymczasem projekt był bardzo długi, skomplikowany i kosztowny, a efekt niewspółmierny. Po dwóch tygodniach od uruchomienia musieliśmy okroić około 40 procent funkcjonalności. Niektóre z nich przebudować, zgodnie z oczekiwaniami użytkowników. Tak długa faza implementacji nie dała nam nic. Do tego zaczęły się problemy finansowe. Budowa portalu pochłonęła większą część budżetu. Na promocję zostało bardzo niewiele, nie wspominając o kosztach zmian funkcjonalnych. Gwoździem do trumny stał się źle dobrany model biznesowy, który nie zapewnił oczekiwanych wpływów. Być może udałoby się pozyskać kapitał i utrzymać projekt przy życiu. Mieliśmy parę pomysłów, ale szczerze mówiąc, zabrakło już na to chęci. Cały zespół był sfrustrowany zaistniałą sytuacją. Postanowiliśmy zamknąć portal. Była to dość kosztowna, ale jednak ucząca lekcja – mówi Łukasz Sznajdrowski, jeden z pomysłodawców niepowaznie.pl.

9. ZaplanujReklame

Specjalnie dla małych i średnich przedsiębiorców, których nie było stać na dział marketingu powstał startup ZaplanujReklamę. Miał rozwiązywać problem z wyborem skutecznej reklamy dla swoich przedsięwzięć. Twórcy ZR wychodzili im na przeciw starając się skatalogować szerokie spectrum potencjalnych możliwości reklamowych dla ich firm. Nie było to jednak jedyne zadanie, którym się zajmował. ZaplanujReklamę wspierał także pracowników marketingu, którzy często nie mieli czasu na komunikacje z wieloma dostawcami produktów i usług reklamowych. Dzięki portalowi mogli oni sprawdzić ceny produktu/usługi, którymi są zainteresowani, przeprowadzić przetarg reklamowy, negocjować ceny zakupu z wieloma oferentami wystawiającymi swoje produkty/usługi w jednym miejscu. Projekt nie spotkał się jednak z zainteresowaniem klientów.

– Zlikwidowałem projekt, bo środowisko do niego nie dorosło. Poświęciłem mnóstwo środków, ale świat manadżerów marketingu jest tak wylansiały, a jednocześnie niekompetentny, że i tak by nie korzystali z platformy. Znudziła mi się ta zabawa w finansowanie wizji pośród mało kompetentnych potencjalnych klientów, by na to marnować więcej swojej energii. Poszedłem mocno do przodu z innymi projektami - mówi Tomek Kwieciński, pomysłodawca ZaplanujReklame.

10. VideoID

VideoID zajmowało się tworzeniem filmów o ludziach, czyli produkcją tzw. video-wizytówek. Produktem tego startupu był krótki, artystyczny, dynamiczny oraz spersonalizowany film przedstawiający pasje, poglądy, doświadczenia, ambicje, inspiracje bohatera, zrealizowany w dowolnym miejscu: studio, dom, praca, czy w plenerze. W opisie startupu mogliśmy znaleźć szerokie spektrum potencjalnych bohaterów video-wizytówek. Mieli to być biznesmeni, politycy, trenerzy, prawnicy, szkoleniowcy, dziennikarze, aktorzy czy naukowcy. “Musi ona tylko chcieć się lepiej zaprezentować! Po to, aby pozyskać nowych klientów, podnieść swój prestiż, uzupełniając swoje portfolio o kreatywną prezentację siebie, czy też zwiększyć szanse na awans “ – pisali twórcy.

– VideoID założyliśmy wraz z kolegą mając ja 19, on 17 lat. To były początki biznesowe każdego z nas. Jak się końcowo okazało nasze wizje rozwoju, a przede wszystkim wizja samego produktu, video-wizytówki, sfera artystyczna oraz flow procesu realizacji, różniły się mocno od siebie. Mimo że wówczas finalizowaliśmy rozmowy z przedstawicielami znanej partii politycznej o realizacji video-wizytówek dla posłów oraz z kilkoma znanymi blogerami, postanowiliśmy zakończyć współpracę i zawiesić projekt. To były czasy kiedy oboje realizowaliśmy też wiele własnych tematów (włączając w to moje początki studiów czy końcówkę liceum kolegi), niezwiązanych wyłącznie z tworzeniem video, co zapewne również przyczyniło się do zweryfikowania bieżących planów – mówi Dominik Rusinek, jeden z założycieli VideoID.

Poznaliście właśnie dziesięć historii polskich startupów, których pomysłodawcy dali się przekonać, że warto opowiedzieć o swoich porażkach. Na szczęście większość z nich nie wzięła sobie upadku swojego projektu do serca i rozpoczęła prace nad kolejnymi przedsięwzięciami. Niektórzy pracują dziś w znanych polskich i międzynarodowych startupach. Inni próbują dalej rozwinąć swój biznes i trzymamy kciuki, aby im się udało. Kolejne części artykułu będziemy publikować w ciągu najbliższych tygodni.

-

Drugą część artykułu znajdziesz pod tym adresem.

Komentarze (0)