Trudno oprzeć się wrażeniu, że z obiecującej naukowczyni, która miała dać światu elastyczne ogniwa fotowoltaiczne, Olga Malinkiewicz przeobraziła się w etatową zadymiarę polskiego internetu. Wszystko zaczęło się od sławetnego już wywiadu w Kanale Zero, który to wywiad podsumowaliśmy w tym tekście. Gdziekolwiek się pojawia, tam zaraz pojawiają się okopy, płoną mosty, słychać szczęk cyfrowego oręża, a kule świszczą nad uchem. Ostatnie miesiące w jej wykonaniu to całkiem intrygujące studium permanentnej ofensywy. Zamiast w laboratoriach, strategiczne bitwy toczy pani Olga w komentarzach i oświadczeniach. Przyjrzyjmy się zatem tej strategii przez pryzmat klasycznego traktatu, bo ewolucja komunikacji prowadzonej z coraz bardziej oblężonego sztabu Olgi Malinkiewicz doskonale wpisuje się w kanon starożytnej myśli militarnej, choć realizowana jest z subtelnością godną słonia w składzie – nomen omen – chińskiej porcelany.
Ofiara kapitalizmu
Pierwsza i najważniejsza zasada Sun Zi brzmi: „wojna opiera się na oszustwie. Kiedy jesteś zdolny do ataku, udawaj niezdolność”. W przypadku Olgi Malinkiewicz taktyka ta przybrała formę głębokiej, wręcz egzystencjalnej kreacji na ofiarę drapieżnego kapitalizmu. W starciu z Columbus Energy i jego szefem, Dawidem Zielińskim, naukowczyni po mistrzowsku odwołała się do stereotypu „Dawid kontra Goliat”. Przedstawiła się publiczności jako bezbronna badaczka, której genialny polski wynalazek chcą wydrzeć bezwzględni, korporacyjni złodzieje. Wezwanie na pomoc Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, oskarżenia o próbę wrogiego przejęcia technologii „za długi” – wszystko to budowało narrację oblężonej twierdzy.
Pamiętacie te wszystkie wpisy z głosami poparcia dla dr Malinkiewicz, które zalały internet zaraz po premierze wywiadu u Krzysztofa Stanowskiego? No właśnie.
Sun Zi pisał, że należy unikać siły przeciwnika, a uderzać w jego słabości. Malinkiewicz uderzyła w najczulszy punkt każdej spółki giełdowej: w reputację. Wywołana przez nią „wojna narracji” sprawiła, że merytoryczna dyskusja o tym, dlaczego komercjalizacja perowskitów idzie tak opornie i dlaczego fabryka świeci pustkami, utonęła w emocjonalnym zgiełku. To modelowe odwrócenie uwagi. Zamiast rozmawiać o twardych danych i audytach wykazujących, że do masowej produkcji brakuje miliarda złotych, publiczność dostała porywającą telenowelę o polskim geniuszu duszonym przez złych finansistów.
Ofiara własnego sukcesu
Niestety, nawet najlepsi stratedzy popełniają błędy, gdy uwierzą we własną nieomylność. Kolejny rozdział tego traktatu pasuje idealnie do zasady: „nie ruszaj się, jeśli nie widzisz korzyści; nie prowadź wojny, jeśli nie jesteś w niebezpieczeństwie”. Malinkiewicz, niesiona falą uwielbienia po głośnym, listopadowym występie w Kanale Zero, postanowiła otworzyć kolejny front. Tym razem jej celem stał się sam Krzysztof Stanowski – człowiek, który zaledwie pół roku wcześniej podał jej pomocną dłoń, organizując społeczną zbiórkę na obronę prawną jej technologii. Zbiórkę, dodajmy, niebywale skuteczną, bo hojni darczyńcy wpłacili ponad milion złotych.
Zamiast jednak cichej dyplomacji, badaczka postanowiła odpalić salwę z Caps Locka prosto w medialnego potentata. Zarzut? STANOWSKI NIE CHCE WYPŁACIĆ PIENIĘDZY. Domaganie się „zwrotu zebranych środków darczyńcom” i publiczne oskarżenia o blokowanie funduszy to podręcznikowy przykład taktyki spalonej ziemi. Problem w tym, że Stanowski, jak na wytrawnego gracza medialnego przystało, szybko wykonał unik. Okazało się, że dziennikarz nie zamierza dysponować milionem złotych „na gębę” i domaga się zwykłych, nudnych faktur potwierdzających, że pieniądze faktycznie pójdą na prawników, a nie na bieżące trwanie fundacji.
Malinkiewicz, żądając na dobry początek pół miliona złotych bez przedstawienia stosownych kwitów, postawiła się w sytuacji wodza, który domaga się od sojusznika zapasów na zimę, jednocześnie odmawiając pokazania mapy i planu kampanii. Sun Zi przestrzegał: „jeśli długo prowadzisz wojnę, twoje zasoby nie wystarczą”. Atakując Stanowskiego, badaczka popełniła kardynalny błąd – obróciła przeciwko sobie media, które dotychczas były jej najsilniejszym pancerzem. Stanowski, odpowiadając ze stoickim spokojem, że wyznaczył do kontaktu „najbardziej życzliwych prawników”, celnie wypunktował, że takie wpisy na platformie X mogą jedynie sprawić, iż autorka „wyjdzie na wariatkę”.
Ofiara systemu
„Igrzysk i chleba!” brzmi znane wszystkim hasło. Właśnie dlatego działania „polskiego Edisona” oglądamy z ciekawością. Z jednej strony mamy owe igrzyska, a z drugiej metaforyczny chleb pod postacią boskich perowskitów, mogących ocalić nas od energetycznych kryzysów. Pytanie tylko, czy komunikacja oparta na nieustannym wszczynaniu konfliktów, rzucaniu ciężkich oskarżeń i kreowaniu alternatywnej rzeczywistości będzie skuteczna. Bo gdy opadnie bitewny pył, a publiczność zmęczy się permanentnym stanem wojennym, na placu boju zostaną jedynie prawnicy, pozwy cywilne na 55 milionów złotych za zniesławienie i puste konto fundacji, na które nikt już nic nie wpłaci.
Olga Malinkiewicz zapomniała chyba o najważniejszej lekcji starego chińskiego mistrza: „najwyższą sztuką wojny jest pokonanie wroga bez walki”. Prawdziwym zwycięstwem founderki Saule Technologies byłoby wprowadzenie perowskitów na globalny rynek i udowodnienie wszystkim niedowiarkom, że ta technologia działa na masową skalę. Zamiast tego otrzymaliśmy fascynujący, choć momentami groteskowy pokaz internetowej szermierki, w której głównym trofeum nie jest postęp naukowy, lecz chwilowe zasięgi i racja w komentarzach. To smutny paradoks, gdy wielki talent naukowy daje się zamknąć w klatce własnego, agresywnego PR-u, zamieniając laboratorium na wirtualne pole bitwy, z którego nikt nie wyjdzie zwycięsko.