Zaczęło się! AI dobiera się do nas od tyłu!

Dodane:

Przemysław Zieliński Przemysław Zieliński

Zaczęło się! AI dobiera się do nas od tyłu!

Udostępnij:

Myśleliście, że sztuczna inteligencja zagraża nam poprzez odebranie miejsc pracy, pisanie powtarzalnych prac dyplomowych czy wygenerowanie cyfrowej wybranki serca? Błąd.

Postęp technologiczny ominął nasze głowy i skierował swoje precyzyjne czujniki dokładnie tam, gdzie światło nie dociera. Oto nadeszła era kwantowego monitoringu kałowego.

To było tylko kwestią czasu.

Najpierw sztuczna inteligencja chciała wiedzieć, co oglądamy. Potem czego słuchamy. Następnie zaczęła analizować nasze twarze, głosy, tętno, sen, sposób chodzenia, a nawet mimikę podczas rozmowy kwalifikacyjnej. W końcu jednak doszła do wniosku, że prawdziwa prawda o człowieku znajduje się… nieco niżej.

I tak oto AI weszła do toalety. Ale bynajmniej nie po to, żeby posprzątać – od tego nadal jesteśmy my.

Prawdziwe big data zaczyna się tam, gdzie kończy się papier toaletowy

Startup Casana właśnie wprowadził na amerykański rynek deskę klozetową naszpikowaną czujnikami. Inteligentne siedzisko mierzy ciśnienie krwi, tętno, saturację, częstość oddechów, a dzięki algorytmom AI potrafi rozpoznawać użytkowników i analizować długoterminowe trendy zdrowotne. Wszystko dzieje się automatycznie, bez konieczności zakładania smartwatcha czy pamiętania o codziennych pomiarach. Wystarczy… usiąść. Przyznajmy uczciwie: trudno o bardziej dosłowne wcielenie idei ambient computing. Komputer nie czeka już na biurku ani w kieszeni. On czeka tam, gdzie i tak codziennie trafisz.

Mechanizm działania jest prosty i zarazem powalający w swojej bezczelności. Inteligentna deska nakładana na tradycyjną muszlę klozetową została naszpikowana zaawansowaną optyką, czujnikami biometrycznymi oraz algorytmami uczenia maszynowego. Jej zadaniem jest skanowanie, mierzalna ocena i analiza wszystkiego, co opuszcza nasze ciało drogą dolną — od poziomu nawodnienia, przez florę bakteryjną, aż po wskaźniki sercowo-naczyniowe podczas… wysiłku fizjologicznego.

To również symboliczny moment w historii technologii. Przez lata przekonywano nas, że urządzenia ubieralne (wearables) zrewolucjonizują medycynę. Tymczasem okazuje się, że przyszłość należy do… urządzeń siedzialnych.

Wearables są passé. Nadchodzą… sitables.

Doczekamy się memów o „Internet of Toilets”?

Przy okazji startup rozwiązuje odwieczny problem medycyny: pacjenci nie wykonują regularnych pomiarów. Zamiast więc liczyć na ludzką samodyscyplinę, lepiej przenieść diagnostykę tam, gdzie człowiek i tak codziennie spędza kilka minut. Trudno o bardziej pragmatyczny przykład filozofii „zero dodatkowego wysiłku”.

Można się oczywiście śmiać. Można opowiadać dowcipy o „Internet of Toilets”. Ale warto zauważyć, że logika stojąca za tym rozwiązaniem jest zaskakująco sensowna. Wiele chorób układu krążenia rozwija się latami. Regularny, pasywny monitoring może wychwycić niepokojące zmiany znacznie wcześniej niż sporadyczna wizyta u lekarza. Właśnie na tym polega cała idea Casany – urządzenie nie stawia diagnozy, lecz wychwytuje trendy, które mogą skłonić użytkownika do konsultacji medycznej.

Wyobraźmy sobie najbliższą przyszłość w duchu architektury micro-subscriptions. Siedzi człowiek w odosobnieniu, a z wbudowanego w deskę głośniczka dociera aksamitny głos asystenta głosowego: „wykryto spadek błonnika i podwyższony poziom kortyzolu. Twoja deska klozetowa właśnie złożyła zamówienie na koktajl z jarmużu w aplikacji UberEats. Aby odblokować spłukiwanie, obejrzyj 30-sekundową reklamę papieru toaletowego marki Premium.”

A co w przypadku awarii sieci Wi-Fi lub braku zgody na nową politykę prywatności? Czy toaleta odmówi spłukiwania, powołując się na błąd 403 Forbidden? A może firmy ubezpieczeniowe podniosą nam składkę zdrowotną, bo algorytm w desce wykryje niepokojący odchyl w Bristolskiej Skali Formy Stolca? A może w kolejnej aktualizacji pojawi się komunikat: „Siedziałeś dziś o 17% dłużej niż zwykle. Czy wszystko w porządku?”

Jeszcze kilka lat temu takie scenariusze brzmiałyby jak kiepski odcinek „Black Mirror”. Tymczasem inteligentne toalety stają się coraz większym segmentem rynku. Oprócz Casany podobne rozwiązania rozwijają m.in. Throne czy Kohler Health, koncentrując się na analizie parametrów zdrowotnych, nawodnienia i funkcjonowania układu pokarmowego.

Godność spłukana

Z punktu widzenia ekonomii zdrowia publicznego argumenty brzmią doskonale: wczesne wykrywanie chorób jelit, stały monitoring udręczonych stresowym trybem życia korpo-pracowników, prevencja kardiologiczna. Jednak z punktu widzenia socjologicznego wkraczamy w erę ostatecznego odesłania intymności do lamusa.

Toaleta była dotychczas ostatnim bastionem bezwzględnego odosobnienia. Miejscem, gdzie współczesny, przebodźcowany człowiek mógł zamknąć drzwi na zasuwkę i przez kilkanaście minut nie być częścią globalnego ekosystemu generowania przychodów z reklam. Teraz nawet ten azyl został zmapowany, skategoryzowany i podłączony do chmury obliczeniowej AWS.

To charakterystyczny kierunek dla współczesnej AI. Nie chodzi już wyłącznie o generowanie tekstów czy obrazów. Sztuczna inteligencja coraz częściej znika z pola widzenia. Przestaje być aplikacją, a staje się niewidzialną warstwą interpretującą sygnały płynące z naszego organizmu.

Najpierw zegarek. Potem pierścień i okulary. A teraz… deska klozetowa.

Za kilka lat prawdopodobnie będziemy się dziwić, że kiedyś łazienka była tylko łazienką, a nie centrum diagnostycznym wyposażonym w zestaw biosensorów i modeli uczenia maszynowego.

No cóż. Nie to, żebyśmy się tego nie spodziewali. Przecież od dawna przestrzegano nas, że AI dobierze się do człowieka. Nie sprecyzowano tylko, z której strony.

Czytaj także: