Gdy algorytm patrzy na naturę, dzieje się… magia?
Najnowsze doniesienia z laboratoriów University of Leeds oraz University College London (UCL) rzucają nowe światło na to, jak maszyny mogą radzić sobie w świecie, którego nie znają. Naukowcy stworzyli system AI, który pozwala czworonożnym robotom na spontaniczną zmianę chodu w zależności od terenu – dokładnie tak, jak robią to psy, koty czy konie. „Zamiast szkolić roboty do konkretnych zadań, chcieliśmy wyposażyć je w strategiczną inteligencję, której zwierzęta używają do adaptacji chodu, korzystając z zasad takich jak równowaga, koordynacja i efektywność energetyczna” – czytamy w oficjalnym komunikacie.
Co to oznacza w praktyce? Robot, który nigdy nie widział błota czy sypkiego piasku, potrafi „poczuć” podłoże i w ułamku sekundy przełączyć się z kłusa na bieg lub ostrożne stąpanie, optymalizując zużycie energii. To milowy krok – dosłownie i w przenośni – w kierunku misji ratunkowych w miejscach katastrof, gdzie środowisko jest nieprzewidywalne.
Czytaj także: Czy Edek Warchocki dogoni „Błyskawicę”? Humanoidalny robot miażdży biegaczy na pekińskim półmaratonie
Od ChatGPT do „Physical Intelligence”
Ale adaptacja w terenie to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwa rewolucja dzieje się w sferze tzw. Robot Foundation Models. Startupy takie jak Physical Intelligence pracują nad modelem π0 (pi-zero), który ma być dla robotyki tym, czym GPT-4 stał się dla tekstu. Model ten nie jest uczony jednej czynności. Dzięki analizie gigantycznych zbiorów danych – od filmów z ludźmi wykonującymi prace domowe po dane sensoryczne z różnych typów maszyn – roboty zyskują zdolności, które dotąd wydawały się zarezerwowane dla ludzi. Mowa o składaniu prania, sprzątaniu ze stołu czy montowaniu pudełek z kartonu, co jeszcze niedawno było dla maszyn barierą nie do przejścia ze względu na delikatność materiałów.
Nowy „hybrydowy” pracownik
Dla nas, obserwatorów rynku, kluczowe jest pytanie: jak to wpłynie na nasze życie? Analitycy Goldman Sachs przewidują, że do 2025 roku zaczniemy mówić o „hybrydowej sile roboczej”. AI nie będzie już tylko ikoną na pulpicie komputera, ale fizycznym partnerem w pracy. „Powstanie warunków, w których firmy będą 'zatrudniać’ i szkolić robotycznych pracowników jako część hybrydowych zespołów, zmieni rolę działów HR w działy zasobów ludzkich i maszynowych” – prognozuje Goldman Sachs.
Wkraczamy więc w erę, w której granica między „biologiczną inteligencją” a „sztuczną zręcznością” zaczyna się zacierać. Nowoczesne roboty, takie jak Mobile ALOHA od Google DeepMind, potrafią już gotować krewetki czy obsługiwać windę, ucząc się poprzez naśladowanie ludzkich ruchów.
Czy powinniśmy się bać? Być może nie, a może raczej na pewno nie. Bliższa prawdzie jest teza, że to nie roboty nas zastąpią, ale ludzie, którzy potrafią z nimi współpracować. Jedno jest pewne: nasze domy i ulice wkrótce staną się znacznie bardziej „ożywione” technologicznie, niż mogliśmy to sobie wyobrazić jeszcze dekadę temu.